W szpitalu spędziłam dobre dwa dni. Dlaczego? Bo lekarz
pomylił leki. Jak można dopuścić kogoś takiego do zawodu? Rodzice byli
zdenerwowani nie wspominając już o Mike'u.
–
Jak się czujesz?
–
Lepiej nie martw się tak.
–
Uduszę tego lekarza własnymi rękoma – blado się
uśmiechnęłam.
–
Tez jestem zła, ale nie przesadzajmy, okey?
–
Jesteś strasznie blada – przejechał opuszką
palca po moim policzku.
–
Nic mi nie jest – próbowałam go uspokoić, chociaż
wcale dobrze się nie czułam.
–
Wracaj do domu. Wyśpij się i odpocznij.
–
Nie chcę cię tu zostawiać samą.
–
Nie jestem sama. Zaraz przyjdą rodzice.
–
No nie wiem.
–
Jesteś zmęczony i należy ci się odpoczynek. No
już, uciekaj.
–
Dobrze, ale jeśli będziesz czegoś potrzebować to
dzwoń.
–
Okey.
–
Kocham cię – pocałował mnie w policzek.
–
Ja ciebie też – uśmiechnął się, a ja odetchnęłam
z ulgą. Czułam się masakrycznie. Głowa mi pękała, ale gdybym coś mu powiedziała
nigdy by sobie stąd nie poszedł. No więc musiałam sobie poradzić sama.
Poprosiłam pielęgniarkę o leki przeciwbólowe i zasnęłam. Podczas tego zdążyli
mi już zrobić pozostałe badania i jak tylko się obudziłam mogłam wracać do
domu. Przechodząc korytarzem usłyszałam za swoimi plecami głos kobiety.
–
Pni Hemmits?
–
Tak?
–
Sarah kazała to pani przekazać – jaka Sarah?
–
Przepraszam, ale to chyba pomyłka – zwróciłam
jej kopertę.
–
Jestem pewna, że to dla pani. Proszę to wziąć
ona na pewno by tego chciała. Przepraszam. Muszę już iść – kiwnęła mi głową i
poszła. Zatrzymałam się i niepewnie otworzyłam kopertę. W środku był rysunek, a
na nim chyba ja, Mike i dziewczynka w środku nas. Właściwie to był chyba
aniołek. Pod postaciami widniał napis: KOCHAM CIĘ LAUR – SARAH.
O co chodziło? Poszłam do rejestracji, żeby się czegoś o tej
dziewczynce dowiedzieć. Po 2 minutach rozmowy dowiedziałam się, że to była ta
sama dziewczynka, którą odwiedzałam i z którą rozmawiałam. Ale ona już nie
żyła. Odeszła, a ja nie zdążyłam się z nią pożegnać. Do domu dojechałam już bez
połowy wody w organizmie. Płakałam, bo jak mogło być inaczej? Dobrze, że miałam
chociaż kogoś takiego jak Mike. Rozumiał mnie, pocieszał i za każdym razem
zagadywał, kiedy sobie o niej przypominałam. Jeżeli to nic nie dawało uciszał
mnie długim namiętnym pocałunkiem. Dlatego też często udawałam, że sobie o tym
przypominam. Ale po pewnym czasie się zorientował i wtedy całował jeszcze
lepiej.
Ashley urodziła ślicznego chłopczyka, który wyglądał niemalże
jak Patrick z czego Mike nie był zadowolony. Na początku. Ale potem pogodził
się na dobre z ojcem małego Eric'a i pokochał maleństwo jak swoje własne. Z
anoreksją dzięki pomocy bliskich się uporałam. Teraz kiedy mam 25 lat, jestem
(ponoć) cudowną żoną i matką dwóch bliźniaczek jestem naprawdę szczęśliwa. No
grób Sarah'y chodzę codziennie. Siedzę przy niej pół godziny i mówię do niej.
Po prostu z nią rozmawiam jak z córką czy też siostrą. I wiem, że jest między
nami prawie codziennie. Skąd wiem? Uśmiecham się do niej, kiedy moje dzieci
patrzą się w miejsce, w którym nikogo nie ma. Poprawka: Ona jest.KONIEC
_____________________________
Kochani jestem zadowolona. Może nie tak bardzo jak z tych nowszych, ale jestem.
Bardzo Wam dziękuję za czytanie tego badziewia.
Kocham Was :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz