poniedziałek, 9 czerwca 2014

20. (Lauren) EPILOG

W szpitalu spędziłam dobre dwa dni. Dlaczego? Bo lekarz pomylił leki. Jak można dopuścić kogoś takiego do zawodu? Rodzice byli zdenerwowani nie wspominając już o Mike'u.
                    Jak się czujesz?
                    Lepiej nie martw się tak.
                    Uduszę tego lekarza własnymi rękoma – blado się uśmiechnęłam.
                    Tez jestem zła, ale nie przesadzajmy, okey?
                    Jesteś strasznie blada – przejechał opuszką palca po moim policzku.
                    Nic mi nie jest – próbowałam go uspokoić, chociaż wcale dobrze się nie czułam.
                    Wracaj do domu. Wyśpij się i odpocznij.
                    Nie chcę cię tu zostawiać samą.
                    Nie jestem sama. Zaraz przyjdą rodzice.
                    No nie wiem.
                    Jesteś zmęczony i należy ci się odpoczynek. No już, uciekaj.
                    Dobrze, ale jeśli będziesz czegoś potrzebować to dzwoń.
                    Okey.
                    Kocham cię – pocałował mnie w policzek.
                    Ja ciebie też – uśmiechnął się, a ja odetchnęłam z ulgą. Czułam się masakrycznie. Głowa mi pękała, ale gdybym coś mu powiedziała nigdy by sobie stąd nie poszedł. No więc musiałam sobie poradzić sama. Poprosiłam pielęgniarkę o leki przeciwbólowe i zasnęłam. Podczas tego zdążyli mi już zrobić pozostałe badania i jak tylko się obudziłam mogłam wracać do domu. Przechodząc korytarzem usłyszałam za swoimi plecami głos kobiety.
                    Pni Hemmits?
                    Tak?
                    Sarah kazała to pani przekazać – jaka Sarah?
                    Przepraszam, ale to chyba pomyłka – zwróciłam jej kopertę.
                    Jestem pewna, że to dla pani. Proszę to wziąć ona na pewno by tego chciała. Przepraszam. Muszę już iść – kiwnęła mi głową i poszła. Zatrzymałam się i niepewnie otworzyłam kopertę. W środku był rysunek, a na nim chyba ja, Mike i dziewczynka w środku nas. Właściwie to był chyba aniołek. Pod postaciami widniał napis: KOCHAM CIĘ LAUR – SARAH.
O co chodziło? Poszłam do rejestracji, żeby się czegoś o tej dziewczynce dowiedzieć. Po 2 minutach rozmowy dowiedziałam się, że to była ta sama dziewczynka, którą odwiedzałam i z którą rozmawiałam. Ale ona już nie żyła. Odeszła, a ja nie zdążyłam się z nią pożegnać. Do domu dojechałam już bez połowy wody w organizmie. Płakałam, bo jak mogło być inaczej? Dobrze, że miałam chociaż kogoś takiego jak Mike. Rozumiał mnie, pocieszał i za każdym razem zagadywał, kiedy sobie o niej przypominałam. Jeżeli to nic nie dawało uciszał mnie długim namiętnym pocałunkiem. Dlatego też często udawałam, że sobie o tym przypominam. Ale po pewnym czasie się zorientował i wtedy całował jeszcze lepiej.


Ashley urodziła ślicznego chłopczyka, który wyglądał niemalże jak Patrick z czego Mike nie był zadowolony. Na początku. Ale potem pogodził się na dobre z ojcem małego Eric'a i pokochał maleństwo jak swoje własne. Z anoreksją dzięki pomocy bliskich się uporałam. Teraz kiedy mam 25 lat, jestem (ponoć) cudowną żoną i matką dwóch bliźniaczek jestem naprawdę szczęśliwa. No grób Sarah'y chodzę codziennie. Siedzę przy niej pół godziny i mówię do niej. Po prostu z nią rozmawiam jak z córką czy też siostrą. I wiem, że jest między nami prawie codziennie. Skąd wiem? Uśmiecham się do niej, kiedy moje dzieci patrzą się w miejsce, w którym nikogo nie ma. Poprawka: Ona jest.

KONIEC
_____________________________
Kochani jestem zadowolona. Może nie tak bardzo jak z tych nowszych, ale jestem.
Bardzo Wam dziękuję za czytanie tego badziewia.
Kocham Was :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz