sobota, 2 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 12 (Emily)

Przespaliśmy tak całą noc. Rano, gdy się obudziłam była 6:00. Luis przy mnie nie było. Przestraszyłam się, że już pojechał. Wbiegłam do jego kuchni. Na szczęście był. Robił śniadanie.
- Witaj skarbie - pocałował mnie w usta
- Hej - odpowiedziałam
- Co taka smutna?
- Dziwisz się ? Mój chłopak zaraz wyjeżdża na miesiąc do Francji, a ja zostanę sama.
- Kotku szybko zleci, zobaczysz.
- Chyba tobie - burknęłam
- Chodź na śniadanie
- Mmmm... pyszne, jak zwykle.
- Jak zjesz odwiozę cię do domu i pojadę na lotnisko ok?
- Eh.. no dobra.
Po śniadaniu ubraliśmy się i Luis odwiózł mnie do domu. Pod drzwiami znowu się rozpłakałam.
- Emily, zobaczymy się już niedługo! Dasz radę!
- Nie dam. Będę tęsknić! Kocham cię!
- Ja ciebie też. Bardzo Cię kocham - w tym czasie wyszedł tato i zabrał mnie, ale ja wyrwałam się i  i rzuciłam się Luisowi na szyję. Przytuliłam go, a potem się pocałowaliśmy. wtedy weszłam do domu.



________________________________________________
Wiem, krótki. 
Follow me :
Opowiadanie na fb :"Just a moment"
Popytajcie: Ask
Drugi blog: "My life and love"

sobota, 26 lipca 2014

ROZDZIAŁ 11 (Emily)

Nie wiedziałam co to za umowa i nie wiedziałam gdzie jedziemy. Jechaliśmy może z 15 minut, a ja nie wiedziałam gdzie jesteśmy. Nigdy tam nie byłam. Ogromny, szklany drapacz chmur stał tuż przed nami.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział Luis
- A tak dokładnie to gdzie? Nigdy tu nie byłam.
- Naprawdę? No to chodź - Weszliśmy do budynku. Był bogato urządzony. Weszliśmy do windy. Luis wcisnął guzik z piętrem 15. Po chwili byliśmy już na miejscu. Luis otworzył piękne, ciężkie i drewniane drzwi. Złapał mnie za rękę i zaciągnął do okrągłego stolika. Koło nas było jeszcze paru ludzi.
- Kochanie po co to wszystko?-spytałam.
- Dla Ciebie romantyczna kolacja z okazji urodzin.
- Ale mówiłam Ci, że ich już nie obchodzę.
- To potraktuj to jako randkę, ok ?
- No, dobrze - i pocałował mnie. Zaraz po tym kelner przyniósł nam przystawkę, apotem całą resztę. Wszystko było takie pyszne. Po chwili przyszli do naszego stolika grajkowie. Zaczęli grać przy mnie, jakąś latynoską muzykę. Było cudownie.
- Chodź ze mną Emily, chcę ci coś pokazać.
Wyszliśmy na balkon, ale nie na taki zwykły. Ten było ogromny. W każdym kącie ustawione były świeczki. Jeszcze ten widok na całe oświetlone miasto.
- Pięknie tu - wyszeptałam, a w tym czasie Luis objął mnie ramionami i przytulił.
- To dobrze, że ci się podoba - odpowiedział
- Luis?
- Tak?
- To najpiękniejsze urodziny w moim życiu, dziękuję - po tych słowach pocałowałam go.
- Ty jesteś teraz dla mnie najważniejsza. Dla ciebie zrobię wszystko. - staliśmy tak 10 minut. Luis jednak to przerwał i złapał mnie za ręce.
- Emily, wiesz, że cię bardzo kocham, prawda ??
-Tak, ja ciebie też. Czy coś się stało ?
- Widzisz, za miesiąc odbywają się mistrzostwa świata w łyżwiarstwie, we Francji. Żeby utrzymać to miejsce muszę wziąć w nich udział i razem z partnerką zająć pierwsze miejsce. Żeby zdążyć z przygotowaniami muszę wylecieć już jutro.
- Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?
- Nie chciałem, żebyś się tym przejmowała
- Pojadę z tobą
- A szkoła, Emily ? To półtora miesiąca!
- Trudno.
- Nie, nie możesz. Nie pozwalam Ci na to.
- Musisz brać w tym udział ? Dla mnie zawsze będziesz mistrzem świata.
- Wiem, kochanie, ale w tym roku do wygrania jest duża suma, a moi rodzice bez tych pieniędzy będą bardzo obciążeni. Przylecisz w dniu mistrzostw dobrze ?
- Dobrze.
Łzy zaczęły mi spływać po policzku.
- Eeeej, kochanie, nie płacz. Będziemy do siebie dzwonić i rozmawiać przez skype'a. Tak ?
Pokiwałam głową
- Już dobrze - przytulił mnie - Chodź pojedziemy do mnie.
Zabrał mnie do siebie do domu. Nie miałam ochoty na rozmowy, Luis to zrozumiał. Położyliśmy się na lóżku. Teraz myślałam tylko o nim. Chciałam być jak najbliżej niego.
__________________________________________
Jak oceniacie ? Coś się dzieję :)
Następny rozdział za tydzień.
Dbajcie o socjal :
Piszę też tu : "Just a moment"
Chętnie odpowiem na Wasze pytania : Ask
Śledźcie również losy innych bohaterów: "My life and love?"

środa, 25 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 10 (Emily)

Każdy dzień wyglądał prawie tak samo. Spotykaliśmy się w szkole. Potem gdzieś razem szliśmy, a wieczorem Luis mnie odprowadzał. W końcu nadszedł dzień moich urodzin. nie myślałam o tym, bo już od dawna ich nie odchodziłam. Była sobota Luis zadzwonił ok.10:00, kiedy ja jeszcze spałam.
- Wszystkiego najlepszego kochanie !
- Hej palanci! Nie wiesz, że nie obchodzę urodzin?
- Jak to? Niby dlaczego?
- Bo się starzeję!
- Ty się nie starzejesz moja droga tylko piękniejesz!
- Tsaaa. Jasne. A po co dzwonisz? Myślałam, że przyjedziesz do mnie.
- Dzisiaj nie mogę, mam dużo do zrobienia, ale za to wieczorem wpadnę po ciebie i cię zabiorę do jakiegoś miejsca ok ?
- Okej, ale do jakiego?
- Nie mogę powiedzieć.
- No dobra, a jak mam się ubrać?
- Inaczej niż zwykle.
- Czyli jak/
- Coś wymyślisz. Muszę kończyć. Kocham Cię!
- Paaa!
Nie miałam pojęcia, co on kombinuje, ale nie chciało mi się jeszcze wstawać więc zasnęłam. Kiedy się obudziłam była 15:00.
- O cholera! - krzyknęłam i pobiegłam do łazienki
Popatrzyłam w lustro i zobaczyłam czarownicę: worki pod oczami, szopa na głowie i na dodatek śmierdziałam potem. Fuuuj! Wskoczyłam pod prysznic. Wysuszyłam włosy. Stwierdziłam, że dzisiaj zrobię sobie loki. Później makijaż. Z tym było najgorzej. Minęły dwie godziny, a ja nadal nie mogłam zakryć worków pod oczami. W końcu się ogarnęłam. Jeszcze tylko ubranie. Zostało 30 minut. Świetnie!. Założyłam czerwoną, dosyć krótką i opiętą sukienkę, a do tego czerwone buty na obcasie. Została tylko torebka !
Dzwonek do drzwi. To on ! A ja nadal nie mam torebki! Dosłownie znikła. Nie ma jej
- Emily! Luis przyszedł! - usłyszałam krzyk taty
- Już, już chwilka.
Cholera. Nigdzie jej nie było. No trudno będzie bez. Wyszłam z pokoju. Torebka leżała na półce w hallu. Poszłam. Uśmiechnęłam się do Luisa. Wyglądał MEGA przystojnie w tym garniturze.
- Jesteś przepiękna - powiedział
- Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam go
- To co idziemy? - spytał
- Jasne
- Do widzenia! Będzie tak jak się umawialiśmy - powiedział Luis do taty.


________________________________
Krótki. Przepraszam, że nie dodawałam. Dziękuję, że poświęcacie czas na przeczytanie czegoś tutaj :)
Trzymajcie się!
Zajrzyjcie tu :  Ask
Tu piszę inne opowiadanie "Just a moment" :  Facebook-opowiadania
Oczywiście śledźcie też: "My life and love?"

niedziela, 15 czerwca 2014

Drodzy czytelnicy !

Kochani, jak sami zauważyliście moje opowiadanie o Lauren już się skończyło. Może zakończenie nie było jakieś cudowne i pod koniec rozdziały troszkę się popsuły, ale musiałam coś zakończyć, żeby starczyło mi czasu na inne opowiadania - nowsze i lepsze.
Chciałabym Wam z całego serca podziękować za Waszą cierpliwość, komentarze (których nie było wiele, ale trudno xD) i po prostu za to, że czytaliście to coś.
Na blogu raz na jakiś czas będą się pojawiały rozdziały o Emily, ale rzadko, ponieważ to było moje pierwsze opowiadanie i nie ma nawet zakończenia.
Dziękuję, że byliście ! :*
Kocham Was <3

poniedziałek, 9 czerwca 2014

20. (Lauren) EPILOG

W szpitalu spędziłam dobre dwa dni. Dlaczego? Bo lekarz pomylił leki. Jak można dopuścić kogoś takiego do zawodu? Rodzice byli zdenerwowani nie wspominając już o Mike'u.
                    Jak się czujesz?
                    Lepiej nie martw się tak.
                    Uduszę tego lekarza własnymi rękoma – blado się uśmiechnęłam.
                    Tez jestem zła, ale nie przesadzajmy, okey?
                    Jesteś strasznie blada – przejechał opuszką palca po moim policzku.
                    Nic mi nie jest – próbowałam go uspokoić, chociaż wcale dobrze się nie czułam.
                    Wracaj do domu. Wyśpij się i odpocznij.
                    Nie chcę cię tu zostawiać samą.
                    Nie jestem sama. Zaraz przyjdą rodzice.
                    No nie wiem.
                    Jesteś zmęczony i należy ci się odpoczynek. No już, uciekaj.
                    Dobrze, ale jeśli będziesz czegoś potrzebować to dzwoń.
                    Okey.
                    Kocham cię – pocałował mnie w policzek.
                    Ja ciebie też – uśmiechnął się, a ja odetchnęłam z ulgą. Czułam się masakrycznie. Głowa mi pękała, ale gdybym coś mu powiedziała nigdy by sobie stąd nie poszedł. No więc musiałam sobie poradzić sama. Poprosiłam pielęgniarkę o leki przeciwbólowe i zasnęłam. Podczas tego zdążyli mi już zrobić pozostałe badania i jak tylko się obudziłam mogłam wracać do domu. Przechodząc korytarzem usłyszałam za swoimi plecami głos kobiety.
                    Pni Hemmits?
                    Tak?
                    Sarah kazała to pani przekazać – jaka Sarah?
                    Przepraszam, ale to chyba pomyłka – zwróciłam jej kopertę.
                    Jestem pewna, że to dla pani. Proszę to wziąć ona na pewno by tego chciała. Przepraszam. Muszę już iść – kiwnęła mi głową i poszła. Zatrzymałam się i niepewnie otworzyłam kopertę. W środku był rysunek, a na nim chyba ja, Mike i dziewczynka w środku nas. Właściwie to był chyba aniołek. Pod postaciami widniał napis: KOCHAM CIĘ LAUR – SARAH.
O co chodziło? Poszłam do rejestracji, żeby się czegoś o tej dziewczynce dowiedzieć. Po 2 minutach rozmowy dowiedziałam się, że to była ta sama dziewczynka, którą odwiedzałam i z którą rozmawiałam. Ale ona już nie żyła. Odeszła, a ja nie zdążyłam się z nią pożegnać. Do domu dojechałam już bez połowy wody w organizmie. Płakałam, bo jak mogło być inaczej? Dobrze, że miałam chociaż kogoś takiego jak Mike. Rozumiał mnie, pocieszał i za każdym razem zagadywał, kiedy sobie o niej przypominałam. Jeżeli to nic nie dawało uciszał mnie długim namiętnym pocałunkiem. Dlatego też często udawałam, że sobie o tym przypominam. Ale po pewnym czasie się zorientował i wtedy całował jeszcze lepiej.


Ashley urodziła ślicznego chłopczyka, który wyglądał niemalże jak Patrick z czego Mike nie był zadowolony. Na początku. Ale potem pogodził się na dobre z ojcem małego Eric'a i pokochał maleństwo jak swoje własne. Z anoreksją dzięki pomocy bliskich się uporałam. Teraz kiedy mam 25 lat, jestem (ponoć) cudowną żoną i matką dwóch bliźniaczek jestem naprawdę szczęśliwa. No grób Sarah'y chodzę codziennie. Siedzę przy niej pół godziny i mówię do niej. Po prostu z nią rozmawiam jak z córką czy też siostrą. I wiem, że jest między nami prawie codziennie. Skąd wiem? Uśmiecham się do niej, kiedy moje dzieci patrzą się w miejsce, w którym nikogo nie ma. Poprawka: Ona jest.

KONIEC
_____________________________
Kochani jestem zadowolona. Może nie tak bardzo jak z tych nowszych, ale jestem.
Bardzo Wam dziękuję za czytanie tego badziewia.
Kocham Was :*

piątek, 16 maja 2014

19. (Lauren)

Poszłam do domu i od razu skierowałam się do swojego pokoju. Dobrze, że w domu nikogo nie było. Wystarczyło, że byłam wściekła na Ash. Nikogo więcej na głowie nie potrzebowałam. Tylko czy ona powie to Patrick’owi? Jeśli nie ona to ja. Wyjaśnię mu to wszystko. I to chyba teraz. Tak właśnie teraz. Już zbierałam się do opuszczenia mieszkania, kiedy właśnie do niego wparował Mike.
- O co chodzi? – zapytał zdezorientowany.
- Sam się jej spytaj – burknęłam.
- Ona mi nie powie.
- Jej decyzja.
- Wiem, że to coś poważnego. Nigdy nie obrażacie się z byle powodu, a już na pewno się tak nie wściekasz.
- Jej sprawa. Mogła pomyśleć wcześniej.
- O czym?
- O różnych zabezpieczeniach i o tym co robi.
- A co to oznacza?
- Ashley jest w ciąży zadowolony? – ominęłam go wyszłam z budynku. Pobiegła do bloku Patrick’a. Wbiegłam do klatki i zaczęłam pięściami walić w drzwi. Otworzył mi uradowany jak nigdy.
- Co się tak cieszysz? – warknęłam.
- Będę ojcem! – wykrzyknął tak, że chyba cały blok to słyszał. Cieszył się jak mały chłopiec, który właśnie dostał swój wymarzony samochodzik.
- Powiedziała ci? – spytałam zaskoczona.
- Przed chwilą.
- A wspomniała ci coś o aborcji?
- Już wybiłem jej to z głowy – odetchnęłam z ulgą.
- O matko. To dobrze. Jak się czuje? Tak właściwie to chodźmy do niej – skinął głowa na znak, że się zgadza. Chwycił czarną, skórzaną kurtkę i po 5 minutach byliśmy na miejscu.  Bez pukania weszliśmy. Na łóżku siedziała przygnębiona Ash, a obok niej Mike. Właściwie to nie wiem jak, ale zanim się obejrzałam już go tam nie było. Zanim się obejrzałam przyciskał Patrick’a do ściany.
- Coś ty najlepszego zrobił? – syknął. Nie wiedziałam właściwie co się dzieje. To wszystko było tak szybko, tak nagle. Gapiłam się na przyjaciółkę zamiast jakkolwiek zareagować. Na jej twarzy widniała rozpacz i strach.
-  Kocham ją. Kocham nasze dziecko. Będę już z nią zawsze i wszędzie. I gówno mnie to obchodzi, czy ci się to podoba czy nie. Jasne? – w tych słowach bez wątpienia pojawiła się szczerość. Od początku do końca. Tak sądziłam. Z resztą chyba nie tylko ja, bo Mike zaraz go puścił. Złapałam rękę mojego chłopaka  i chciałam go do siebie przyciągnąć, ale było na odwrót. To ja wylądowałam w jego ramionach.
- My już idziemy – oznajmiłam. Przyda im się rozmowa w cztery oczy. Uśmiechnęłam się jeszcze do nich na pożegnanie i wyprowadziłam Mike’a na dwór. Z powrotem wracaliśmy do mnie.
- Dziękuję – powiedziałam.
- Za co?
- Za to, że go nie pobiłeś i w miarę wysłuchałeś.
- Nie chcę cię stracić i siostry też. Tylko dlatego. Pewnie gdyby was tam nie było, rozszarpałbym go na kawałki.
- Mike!
- Żartuję – zaśmiał się i pocałował mnie w czoło, a ja szturchnęłam go łokciem w bok.
- Bardzo śmieszne – udawałam obrażoną. Położyliśmy się na sofie w salonie. Było nam niewygodnie, więc przeszliśmy do mojego pokoju. Leżeliśmy już właściwie gotowi do spania. To znaczy ja byłam gotowa, bo z facetami to różnie.
- Myślisz, że mówił prawdę?- zapytał.
- Myślę, że tak. I ty też powinieneś.
- Przekonujesz mnie. Coraz bardziej.
- Po to jestem.
- Wcale nie.

- Jak uważasz – pocałowałam go w policzek i po tym chyba już usnęłam. Spałam w jego ramionach. Było mi ciepło. Czułam jego zapach i czułam się bezpieczna. Wszystko było by cudownie, gdyby nie moje dreszcze. O 2 w nocy zaczęłam się trząść. Nie pomagało nic. Żadne kołdry, żadne koce, żadne ciepło od człowieka. Nikt nie wiedział co mi jest. Mama, tata i Mike byli zdezorientowani. Strarałam się ich uspokajać, ale to nic nie dało. Szczególnie po tym jak wybiegłam z pokoju do łazienki i zwymiotowałam. Byłam wtedy w większym szoku niż oni. Przecież normalnie jadłam! Przecież brałam leki! Przecież o siebie dbałam! Więc nawet kiedy to wszystko robiłam to i tak o 3:30 nad ranem wylądowałam w szpitalu.

___________________________
Cześć kochani!
Należy mi się pożądny opierdziel za to, że 
tak dawno nie wstawiałam - wiem ;*
Rozdział bez szału - moim zdaniem.
I chyba powoli będziemy kończyć to opowiadanie nie sądzicie?
Co chcecie?
Happy/Sad - End ?
Wasza decyzja :)
Pisać w komentarzach i na moim asku : http://ask.fm/opowiadania33
A może jakieś propozycje i pomysły?
Do zobaczenia ! <3

czwartek, 17 kwietnia 2014

18. (Lauren)

Weekend spędziliśmy z Mike’iem  nad morzem. Na tamtej plaży. Spaliśmy w namiocie. Wieczorami siedzieliśmy przy ognisku. We dwoje. Tylko i wyłącznie on i ja. Wieczorami opowiadał mi różne dziwne, a przede wszystkim śmieszne historie. Nie mogłam opanować śmiechu, a po tym byłam zbyt rozbudzona, żeby zasnąć. Wtedy chodziliśmy na spacery, a kiedy byłam już zmęczona Mike śpiewał mi jakieś wymyślone kołysanki, co sprawiało, że czułam się jak mała dziewczynka i z uśmiechem zasypiałam. W niedzielę w południe do Mike’a zadzwoniła Ashley.
- Tak Ash? Coś się stało? – odebrał Mike.
- Nie nic. Spokojnie. Jak tam się bawicie?
- Świetnie, ale już powoli się zbieramy.
- Mógłbyś dać mi do telefonu Lauren?
- Jasne – podał mi komórkę.
- Halo?
- Hej Lauren.
- Cześć słońce. Co jest?
- Problem. Na razie mały, ale rośnie – odeszłam w las, żeby Mike niczego nie słyszał.
- Mike nie może się dowiedzieć, prawda?
- Na razie nie. Chcę, żebyś to ty wiedziała druga.
- Druga?
- No najpierw ja potem ty nie? – zachichotałam.
- Jasne.
- Chcę, jak najszybciej ci powiedzieć. Możesz do mnie wpaść?
- Okey. Będę najszybciej jak tylko mogę.
- Dziękuję i na razie niczego nie mów Mike’owi.
- Obiecuję. Pa – rozłączyłam się i pobiegłam do Mike. Namiot był już złożony. Właściwie to wszystko było już złożone. Wystarczyło teraz tylko zanieść to do samochodu. Rzuciłam mu się na plecy i mocno go przytuliłam.
- A to co? – zapytał śmiejąc się.
- Stęskniłam się.
- A mi się wydaje, że ty czegoś chcesz – zachichotałam.
- Pojedziemy do ciebie okey? Muszę pogadać z Ash.
- Coś się stało? – zapytał, ale było to jak stwierdzenie, a nie pytanie.
- Nie. Nic, ale pojedziemy dobrze?
- Dobrze – uśmiechnął się. Przenieśliśmy wszystkie rzeczy do auta, a właściwie to on przeniósł, bo jak to powiedział „ Nie pozwolę, żeby moja dziewczyna przenosiła ciężary”. Trochę przesadzał, ale cóż. Jechaliśmy w ciszy, czego nie lubiłam. Więc ją przerwałam.
- Nad czym myślisz?
- Myślę, że mam najpiękniejszą i najcudowniejszą dziewczynę na świecie – uśmiechnął się – A ty?
- Myślę, że mam najprzystojniejszego i najcudowniejszego chłopaka na świecie – zachichotałam i pocałowałam go w policzek. Tyle było naszej rozmowy, bo po chwili byliśmy pod domem Mike’a. Wyskoczyłam z auta.
- Ja idę do Ash, a ty to rozpakuj, dobrze?
- Okey – pobiegłam do domu. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju Ash.
- Cześć! – rzuciłam i przytuliłam przyjaciółkę. Usiadłam obok niej.
- Hej!
- Mów.
- Dobra.
- No dawaj!
- Lauren j… ja…ja jestem w ciąży – zamurowało mnie.
- Serio? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Serio.
- Patrick o tym wie?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Jeszcze mu nie powiedziałam. I nie powiem.
- Co takiego?
- Usunę dziecko.
- Zgłupiałaś?! – krzyknęłam.
- Nie mogę powiedzieć tego Patrickowi. Będzie zły. Może to będzie koniec.
- Skąd o tym wiesz? Może on to dziecko pokocha? Nawet jeśli nie, to przecież dziecko jest ważniejsze, prawda?
- Nie wiem.
- Ciebie chyba coś boli Ash. Jeżeli chcesz je usunąć to ze wszystkim radź sobie sama. Nie rozumiem cię. Jeśli nie zmienisz zdania możesz się do mnie nie odzywać – wstałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Lauren! – zaczęła płakać.
- Co?
- Pomóż mi. Co mam zrobić?
- Powiedziałam ci to co myślę. A to co teraz z tym zrobisz to twoja sprawa. Wiedz tylko, że możesz dużo stracić – trzasnęłam drzwiami. Wybiegłam z jej domu. Byłam wściekła. Co ona sobie myślała? Naprawdę posunie się do aborcji? Nie mogę w to uwierzyć.

- Wracam do domu. Nawet nie pytaj co się stało – powiedziałam Mike’owi i poszłam w stronę swojego domu.

_________________________________

Hej hej kochani !
Dawno nie wstawiałam, przepraszam :*
Ale teraz się dużo działo !
Myślę, że całkiem fajny xD
Jak tam porządki przed świetami ?

środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 9(Emily)

Niestety przyszedł poniedziałek. Musiałam się ogarnąć i iść do szkoły. Poszłam, ale wcale nie miałam ochoty na rozmowy. Po 3 lekcji spotkałam na korytarzu Luisa. Złapał mnie i wziął na ręce, gdzieś mnie niósł.
- Puszczaj idioto - wydzierałam się - Puszczaj ! - zaczęłam się wyrywać, ale on miał już siły
- Nigdzie cię nie puszczę, muszę Ci coś pokazać
Zaniósł mnie do portiera. Nie wiedziałam o co chodzi. Po chwili pokazał mi na kamerze tamten dzień w bibliotece. Miał rację ona zaczęła.
- Widzisz Emilu ? - ale mnie już tam nie było.
- Co za idiotka - warknęłam i szukałam wzrokiem Isabel. Wreszcie znalazłam.
- Ty idiotko !! - rzuciłam się na nią i uderzyłam ją w policzek. Zaczęłyśmy się bić. Ciągnęłyśmy się za włosy i tak dalej. Byłam wściekła. W tym czasie usłyszałam głos Luisa:
- Emily! Zostaw ją! Zostaw ! - podbiegł i próbował mnie odciągnąć, ale nie tym razem ! W końcu, kiedy zobaczyłam, że na jej twarzy pojawiła się krew, odpuściłam. Wstałam i krzyknęłam:
- Idiotka! Spróbuj go dotknąć ! - i wybiegłam znów z płaczem ze szkoły. Pobiegłam do parku. Siadłam na ławce. Zaraz przybiegł Luis.
- Przepraszam Cię - wyszlochałam - Powinnam była cię wysłuchać, przepraszam
- Wiesz po tym, jak ją pobiłaś to widzę, że Ci na mnie zależy - zaśmiał się - jeszcze nigdy nie spotkałem dziewczyny, która pobiła się o chłopaka !
- No widzisz. Wybaczysz mi ?
- No nie wiem. Idę spać może jak wstanę to Ci powiem
- Eeeej, to moje słowa !
- Tak skarbie wybaczam ci.
- Uff... to dobrze. Kocham Cię
- Ja ciebie też
- Będę mieć przesrane w szkole. Pewnie mnie wywalą
- Nie martw się, dyrektor to mój wujek. Załatwię to.
- Naprawdę? Dziękuję ! Co ja bym bez ciebie zrobiła :)
Zapewne nadal nie wychodziłabyś z domu
Nooo , masz rację :)) Dobrze, że jesteś.




______________________________________

I jak ?
Nareszcie wolne ! 
Jeżeli tu jesteś koniecznie zajrzyj tu :
I skomentuj :)
TRZYMAJCIE SIĘ CIEPŁO 

wtorek, 15 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 8 (Emily)

 W szkole pojawiła się nowa dziewczyna. Była bardzo ładna, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Każdą wolną chwilę spędzałam z Luisem i moimi BFF. Odprowadzał mnie do domu każdego dnia. Byłam szczęśliwa. Jednak pewnego dnia kiedy szłam do biblioteki wypożyczyć książki zobaczyłam ją - Isabel. Dobierała się do Luisa. Byłam wściekła. Podeszłam do nich i powiedziałam:
- I co idioto już ci się znudziłam ? Jesteś taki sam jak Jake ! Jak mogłeś? Myślałam, że mnie kochasz. Debil z ciebie! 
Poszłam, znów płakałam lecz tym razem nie uciekałam. Szłam szybkim tempem. Byłam cholernie zawiedziona. Teraz miałam ochotę się zabić. Co ja sobie myślałam ?!
- Emily ! Emily! Poczekaj ! To nie tak !
- A jak ?! - krzyknęłam  - Przytulała Cię, przecież widziałam. Nie kłam ! A może mi powiesz, że jesteście razem, jak tylko pojawiła się w szkole ?
- Nie ! Posłuchaj mnie. Ja nie chciałem ! To ona zaczęła. Próbowałem ją odsunąć, ale ona nie pozwoliła
- A Jake'a to potrafisz pobić , a jej odsunąć nie możesz ?! Nie wierzę ! Koniec ! Rozumiesz ? To już         k-o-n-i-e-c. Nie odzywaj się do mnie. Nie pisz, nie dzwoń i nie przychodź do mnie do domu.
- Emily zostań ! Błagam to nie tak !
- Zostaw mnie - pobiegłam do samochodu taty. Wróciłam do domu. Powiedziałam tacie żeby nie otwierał Luisowi drzwi. Poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku. Ryczałam jak dziecko. Było nie przychodzić na to lodowisko . Nie skończyło by się to tak.
Następnego dnia w piątek poszłam do szkoły. Powiedziałam tacie, że źle się czuję. Zrozumiał. powiedział mi tylko, że wczoraj wieczorem Luis siedział cały czas pod drzwiami. Poszedł dopiero po północy. Byłam wdzięczna tacie, że go nie wpuścił. Rano gdy włączyłam telefon zobaczyłam 50 nieodebranych połączeń i 42 sms- ów. Nawet ich nie czytałam
- Zostaniesz ze mną tato ? Nie chcę zostać sama- powiedziałam
- Jasne córeczko, ale muszę pojechać zrobić zakupy. 
- Pojadę z tobą , ok ?
- Dobrze idź się ubierz.
- Zaraz wracam ! Dzięki.
Po 15 minutach byliśmy już w sklepie. Trochę nam się zeszło, bo wyszliśmy z niego po 12. Sklep był blisko szkoły więc nie zdziwiłam się, gdy zobaczyłam Luisa przy samochodzie. Dobrze, że był ze mną tata
- Zostaw mnie - Już wsiadałam do samochodu , ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Emily, to nie tak uwierz mi.
- Puszczaj mnie. Idź do swojej Isabel !
- Nie! Ja nadal Cię kocham. Uwierz mi
- Nie ! - Walnęłam go w twarz i wsiadłam do samochodu, zamknęłam drzwi.
- Nie płacz córeczko. Wiem, że to boli, ale dasz radę 
- Nie dam tato. Nie mam już siły. Zawieź mnie do samochodu.
- Dobrze, już jedziemy
Cały weekend płakałam.


__________________________________
No to wracamy z Emily po długiej przerwie. !
Może być ? 
Przepraszam, że tak długo jej nie było !
Zajrzyjcie koniecznie tu :

sobota, 5 kwietnia 2014

17. (Lauren)

*PIĄTEK*
Rano poszliśmy razem z Mike’m do szkoły. Po lekcjach tak jak Ashley obiecała poszłyśmy na zakupy. Długo chodziłyśmy po sklepach nie ma co. Zeszło się chyba do 18:00. Zastanawiałam się  tylko po co Ash kazała mi zostać w tej sukience co kupiłyśmy.
- Co ty kombinujesz? – zapytałam.
- Zobaczysz. Idziemy do mnie – tak jak powiedziała, tak zrobiłyśmy. Nie wiem co ona wymyśliła, ale zaciągnęła mnie do swojego pokoju i po prostu zamknęła. Siedziałam na łóżku i czekałam aż mi ktoś wreszcie otworzy. Była cisza. Po chwili usłyszałam jakieś hałasy, a potem Ash przyszła mnie wypuścić.
- No nareszcie! Co ty tam robiłaś?!
- Chodź – zaciągnęła mnie za rękę. Szłyśmy do salonu. Były zamknięte drzwi. Ash je otworzyła i nagle wszyscy krzyknęli „ NIESPODZIANKA!”. Wszyscy tam zgromadzeni, czyli moi znajomi. Było ich naprawdę dużo.
- Dziękuję kochani!
- Nie ma za co – odpowiedziała Ash. Włączono muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć i dobrze się bawić. Zastanawiało mnie jedno.
- Gdzie jest Mike? – podeszłam do Ashley.
- Niestety jeszcze nie przyszedł. Nie wiem co się stało. Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Nie martw się, na pewno zaraz przyjdzie.
- Jak mam się nie martwić? – w tej chwili podszedł do nas Patrick.
- Zatańczysz ze mną? – zapytał.
- Jasne – odpowiedziałam. Nie byłam już na niego zła. Jeżeli moja przyjaciółka była z nim szczęśliwa to ja mogłam się nawet z nim zaprzyjaźnić.
- Wszystko jest już między nami okey, prawda? – zapytał.
- Chyba tak. Tylko nie skrzywdź Ashley, bo nikt ci tego nie wybaczy rozumiesz?
- Wiem. Posłuchaj nie chcę, żeby cię to uraziło, ale chcę żebyś wiedziała, że ją kocham inaczej i bardziej niż kochałem ciebie.
- To dobrze. Ja mam Mike’a i kocham go też inaczej i bardziej niż ciebie – rozmawialiśmy przez całą piosenkę tańcząc. Uśmiałam się z jego pomysłów. W pewnym momencie podbiegła do nas Ash.
- Lauren, przyszedł Mike i zobaczył cię z Patrickiem. Wpadł w szał i wyszedł – nic nie mówiąc pobiegłam w stronę drzwi. Wybiegłam przed dom. Mike stał i palił papierosa.
- Mike! – krzyknęłam i podeszłam do niego.
- Co? Już mu wybaczyłaś? Będziesz teraz z nim spędzać każdą wolną chwilę?
- Nie będziemy rozmawiać w ten sposób.
- A w jaki? Może on zaraz tu przyjdzie weźmie cię w ramiona i pocałuje i znowu będziecie razem?
- Jak możesz tak mówić?! – po policzku spłynęła mi łza. Odwróciłam się i poszłam.
- Lauren! – krzyknął. Zatrzymałam się przed drzwiami.
- Co?
- Przepraszam.
- Jeżeli chcesz ze mną rozmawiać to przestań palić. Nie znoszę tego smrodu – weszłam do środka. Zajrzałam czy wszyscy się dobrze bawią i poszłam do pokoju Ash. Był pusty. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak zawsze. Tyle, że teraz miałam posmutniałą twarz. Co mu odwaliło do cholery? Do pokoju wszedł Mike. Spojrzałam na niego i westchnęłam. Usiadłam na łóżku.
- Przepraszam – kleknął przede mną. Siedziałam w milczeniu. Patrzyłam mu prosto w oczy pytającym wzrokiem.
- Śmierdzisz – skrzywiłam się, a on się uśmiechnął. Chciał mnie pocałować, ale ja go odepchnęłam – Nic z tego.
- Nie lubię go i jestem o ciebie zazdrosny.
- Mówiłam ci, że on kocha Ash, a ona jego, prawda? – pokiwał głową. – Dla niej jestem w stanie się z nim zaprzyjaźnić.
- Ale…
- Ja nie każę ci go lubić, ale tolerować.
- Nie rób scen za każdym razem, jak go widzisz.
- Obiecuję.
- Ranisz tym mnie i Ashley. Jeszcze jedno.
- Słucham?
- Przestań palić.
- Nie palę. To był jeden raz. Taki odstresowywacz – podniosłam jedną brew. To mi się nie podoba.
- Dlaczego nie przyszedłeś trochę wcześniej?
- Byłem na mieście. Chodź idziemy tańczyć – podał mi rękę i wyszliśmy z pokoju.  Przez resztę wieczoru, a właściwie nocy świetnie się bawiłam.


______________________________

No i kolejny rozdział :)
Może być? Chyba tak.
Trzymajcie się ciepło !

czwartek, 3 kwietnia 2014

16. (Lauren)

Rano poszłam do szkoły. Mike’a złapałam dopiero po 3 lekcji. Przywitał mnie pocałunkiem. Był jednak jakiś przygnębiony.
- Mike coś się stało? – zapytałam.
- Musisz porozmawiać z Ashley.
- Dlaczego?
- Jest z Patrickiem.
- Serio?
- Serio, serio.
- No dobrze. Porozmawiam z nią. Po lekcjach dobrze?
- Jasne, dziękuję ci – odpowiedział. Po lekcjach zatrzymałam Ash przed szkołą. Wychodziła z Patrickiem.
- Ash możemy pogadać? – zapytałam.
- Jasne – uśmiechnęła się i odeszłyśmy na bok – W piątek zabieram cię na zakupy. Taki prezent od przyjaciółki.
- Okey – zaśmiałam się – Ale nie o tym chciałam rozmawiać.
- Patrick?
- Zgadłaś.
- Lauren, ale on się zmienił.
- Nie wiem Ash. Możliwe Boję się tylko o ciebie. Nie chcę, żeby cię zranił tak jak mnie. Pomyśl zanim to za daleko zajdzie.
- Ja go kocham, a on mnie. Na pewno mnie nie skrzywdzi.
- A jeśli?
- To wtedy będę mieć ciebie i Mike’a.
- Który tego związku nie popiera.
- Tak jak ty.
- Dobrze, ale uważaj. Proszę.
- Dziękuję, muszę już iść.
- Ja też – przytuliłyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Wróciłam do domu. Nic ciekawego. Trochę się pouczyłam, pogadałam z siostrą i zleciało tak do wieczora. Położyłam się na łóżku. Było już ciemno. Słuchałam muzyki. Nagle ktoś zapukał w moje drzwi balkonowe. Cholernie się przestraszyłam. Kto to mógł być? Przez balkon?! Powoli podeszłam. Uchyliłam drzwi. Zobaczyłam Mike’a.
- Mogę wejść? – zapytał.
- Jak tu wszedłeś?
- Na tarasie stoi stół, a twój balkon nie jest wcale tak wysoko.
- O tej porze? – usiedliśmy na łóżku.
- Nie mogę znieść, że ten narkoman siedzi w moim domu u mojej siostry.
- Pewnie chcesz u mnie spać co?
- Oczywiście u ciebie zawsze – lekko popchnął mnie na łóżko i pochylił się nade mną. Pocałował mnie. Potem wtuliliśmy się w siebie. Cieszyłam się, że jest ze mną. Nie byłam sama. Miałam z kim porozmawiać.
- Rozmawiałam z Ash.
- I co?
- Mike ja wiem, że ty się o nią martwisz, bo to twoja siostra. Ale ona jest także moją przyjaciółką. Oboje chcemy dla niej jak najlepiej, jednak ona jest w nim zakochana, a on to uczucie odwzajemnia.
- Ale Lauren…
- Mike ona nie jest małym dzieckiem. Powinna wiedzieć, co robi. Nic jej od  niego nie odciągnie.
- Jej może się cos stać.
- Wiem o tym, ale ona twierdzi, że Patrick się zmienił.
- Wątpię.
- Daj mu szansę.
- Czemu stoisz po ich stronie?
- Bo ty kochasz mnie, a ja ciebie. Ash nikogo takiego do tej pory nie miała. Takiego prawdziwego. Teraz widzę, że oni się kochają i nie zważają na przeszłość. To jest najważniejsze. Dobrze wiesz, że ani ty, ani ja nie dopuścimy, żeby coś jej się stało. Ja nie każę ci wybaczyć i lubić Patricka, ale spróbuj go chociaż tolerować.
- Jak? Przecież on cię skrzywdził! Tak się nie da!
- Ale spróbować możesz nie? Dla mnie… dla Ashley…
- Jesteś uparta – zaśmiałam się – Bardzo cię kocham.

- Ja ciebie też – odpowiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze długo. W tej pozycji usnęliśmy. Bynajmniej ja usnęłam.

________________________________

Jest kochani ! Nareszcie !
Ktoś mnie zmotywował ;D
Chyba ujdzie, chociaż krótki ;/
Trzymajcie się !

środa, 26 marca 2014

15. (Lauren)

W poniedziałek zostałam w domu. Nie chciałam, bo strasznie mi się nudziło, ale mama wzięła sobie urlop i uparła się, że ze mną zostanie. Nie miałam wyjścia. Mojej młodszej siostry nie było, mama cały dzień krzątała się w kuchni, a ja chodziłam po całym domu i próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale nic z tego. Wyszłam do ogródka. Było cieplutko, a nawet gorąco. Usiadłam na huśtawce i jak małej dziewczynce zaczęło mi to sprawiać radość. Leżałam na trawie, spanikowałam widząc małą mrówkę i wstałam. Dawno mi się tak nie nudziło. Zaczęłam zrywać  kwiaty i zrobiłam z nich śliczny bukiet. Poszłam do kuchni, włożyłam kwiaty w wazon i zaczęłam szukać mamy, której nigdzie nie było. Znalazłam ją w jadalni. Byłam nieco zdziwiona, kiedy zobaczyłam, że na stole są różne przekąski i potrawy.
- Coś się stało? – zapytałam.
- Chyba nie, czy tak ?
- No nie wiem. Dla kogo to wszystko?
- Aaa… O to ci chodzi. Będziemy mieć dzisiaj gości.
- Jakich?
- Cała rodzina.
- W poniedziałek?
- A coś w tym złego?
- No nie. Chyba. Mogłaś, chociaż powiedzieć to bym ci pomogła.
- Idź się lepiej przebierz. Masz cały tyłek w ziemi. Co ty robiłaś?
- Hahahah. Nic… Idę – umyłam się i poszłam do pokoju się przebrać. Założyłam swoją ulubioną sukienkę, czarne buty na obcasie i parę dodatków. Muszę przyznać, że wyglądałam całkiem ładnie. Zeszłam na dół i przywitałam gości. Kiedy zaczęli wręczać mi prezenty zorientowałam się, że dzisiaj mam 19 urodziny!  Zapomniałam! Później wszyscy zaczęli mi śpiewać 100 lat i tak dalej. Jak zawsze czułam się niezręcznie. Podczas tego całego zamieszania dzieci wyciągnęły mnie z pokoju i zaciągnęły na dwór. Obiecałam im, że zaraz przyjdę, ale muszę szybko pójść po telefon. Pobiegłam do pokoju. Coś było nie tak. Przecież nie zostawiałam otwartych drzwi balkonowych. Podeszłam do łóżka, na którym leżał ogromny bukiet róż i małe złote pudełeczko. Otworzyłam je i ujrzałam piękną srebną bransoletkę. Od środka miała wygrawerowany napis : Kocham cię ~ Mike. Przepiękne, ale skąd ro się tu wzięło ?! Po chwili wszystko się wyjaśniło.
- Wszystkiego najlepszego! – krzyknął Mike. Rzuciłam mu się na szyję.    

- Dziękuję. Przepiękne. Skąd wiedziałeś?
- Jak mógłbym zapomnieć o urodzinach mojej dziewczyny co? – uśmiechnął się.
- Dziękuję -  zanurzyłam swoje usta w moich na dłuższą chwilę. Wcale bym jej nie przerywała, ale dzieciaki wpadły do pokoju i zaczęły ciągnąc mnie za sukienkę.
- Proszę zostawić królewnę w spokoju! – powiedział poważnym głosem Mike, a ja wybuchłam śmiechem. Mike wziął mnie na ręce i kierował się do wyjścia z domu.
- Gdzie mnie zabierasz? – zapytałam.
- Do krainy… - zastanowił się przez chwilę – marzeń – dokończył. Tą całą krainą marzeń okazał się mój ogród, ale niech mu będzie. Położyliśmy się obok siebie na trawie i rozmawialiśmy. Zeszło się tak do nocy, a ja co chwila się śmiałam. Koło 21:00 Mike wrócił do domu. Ja poszłam się umyć. Gotowa do snu położyłam
się na łóżku. Dostałam sms’a i to nie jednego. Były 3 – od Ashley i Patrick’a z życzeniami i od Mike’a:
Od: Mike <3
Dobranoc królewno. Widzimy się jutro.

Do: Mike <3

Oczywiście. Dobranoc. 

___________________________________

Nareszcie coś się zaczyna dziać !
Podoba się ? Myślę, że może być...
Muszę Wam powiedzieć, że jeżeli nie będę długo dodawała rozdziałów (okres do końca marca) to będzie to spowodowane brakiem internetu. Niestety ostatnio coś mi zaczął świrować ;//
Miejcie nadzieję, że jednak będę mogła coś wstawić !
Trzymajcie się !


wtorek, 25 marca 2014

14. (Lauren)

- Ufff to dobrze - odpowiedziała.
- A ty? Dlaczego tu jesteś?
- Mam białaczkę.
- Przykro mi... Naprawdę.
- Kto to był? - zapytała.
- Kto?
- Ten pan. Rozmawiał z tobą. A jak wyszedł to był bardzo smutny.
- A tak, to mój chłopak.
- Kochasz go ? - byłam zdziwiona tym pytaniem.
- Tak. Bardzo.
- Pokłóciliście się?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Mówiłam już, że był smutny.
- A tak. Jest tam jeszcze? Czy poszedł?
- Siedzi na krześle. A po tym jak wyszedł rozmawiał z pielęgniarką. Muszę już iść. Pa.
- Cześć. Miło było cię poznać - wyszła. Zostałam sama. Nie mogłam wyjść, bo miałam podłączone te kable. Z nudów ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.
Kiedy się obudziłam był już ranek. Czułam czyjś dotyk na mojej dłoni. Odwróciłam głowę i zobaczyłam mamę.
- Cześć córeczko.
- Hej mamo.
- Jak się czujesz?
- Lepiej. Będzie dobrze.
- Lauren musisz podjąć leczenie. Nie możesz się poddać.
- Wiem mamo rozumiem - między nami zapanowała głucha cisza. W końcu ją przerwałam.
- Mogłabyś zawołać Mike'a ?
- Tego twojego chłopaka tak ?
- Tak - zarumieniłam się.
- Dobra, poczekaj - za chwilę przyszedł Mike cały uśmiechnięty i pełen energii. Ucieszyło mnie to.
- Mike, przepraszam cię.
- Nic się nie stało.
- Ja... Ja tak naprawdę to boję się tej choroby. Ona mnie przeraża i dlatego chyba wolę odpuścić. To wszystko następuje tak szybko.
- Nie możesz Lauren i nikt ci na to nie pozwoli.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się, a w tym czasie przyszła pielęgniarka.
- Panno Hemmits, może pani już wracać do domu. Jest lepiej, ale jeżeli pani znowu nie będzie nic jeść to obawiam się, że nie będzie już ratunku.
- Rozumiem.
- A i jeszcze jedno: jeżeli pojawiłyby się jakieś objawy to proszę natychmiast przyjechać.
- Dziękuję - odpowiedziałam i zaczęłam się przebierać. Wychodząc ze szpitala zapomniałam o jednej rzeczy. Pożegnać się z tą dziewczynką.
- Idźcie do samochodu o czymś zapomniałam.
- Pójdę z tobą - zasugerował Mike.
- Nie trzeba, zaraz wracam - odmówiłam i poszłam, ale wiedziałam, że Mike i tak pójdzie za mną. Spytałam się jakiejś pielęgniarki, gdzie leżą dzieci chore na białaczkę. Miła kobieta wszystko mi opowiedziała. Byłam jej wdzięczna. Wchodząc na oddział zauważyłam kartkę:

SPOTKANIA TYLKO W SALI ODWIEDZIN

Jednak ja i tak otworzyłam drzwi. Już tam wchodziłam, ale Mike zawołał:
- Lauren, tam nie wolno wchodzić !
- Muszę - odpowiedziałam nawet nie odwracając się. Weszłam na korytarz i zaczęłam zaglądać do wszystkich sal. W koncu znalazłam. Osłabiona dziewczynka leżała na łóżku i coś rysowała. Podeszłam do niej i przywitałam się;
- Cześć mała! Co tam rysujesz?
- O! Cześć! - widziałam jak jej drobna twarzyczka nabiera rumieńców i radości - Jak się tu dostałaś? Tu jest zakaz wchodzenia. Dlaczego nie jesteś już w piżamie?
- Nikt mnie na razie nie zauważył.
- Wiesz, że możesz się zarazić, prawda? - to pytanie mnie lekko wystraszyłó.
- To nic. Trudno. Musiałam przyjść się pożegnać.
- Już jesteś zdrowa?
- Nie do końca. Jeszcze tu pewnie wrócę.
- Fajnie ci. Zobacz to dla ciebie - dała mi rysunek, który przed chwilą narysowała.
- Ojejku! Piękne! Czy to ja i ...?
- Tak to wy. Bardzo was lubię.
- Dziękuję. Masz duży talent. Pięknie - stwierdziłam. Przyglądałam się rysunkowi i w tym czasie przyszła pielęgniarka. Oberwało mi się. Musiałam wyjść.
- Trzymaj się kochana - przytuliłam ją.
- Czeeeść! -wyszłam. Kartkę z rysunkiem trzymałam cały czas w dłoni. Wróciłam do domu.
- Co to jest? - zapytał Mike, kiedy oglądaliśmy telewizję.
- Co?
- Ta kartka. Cały czas ją międlisz.
- Aaaa... Popatrz - rozłożyłam rysunek i mu pokazałam.
- Pięknie. To ta mała nas narysowała ?
- Tak - przytulił mnie i po skończeniu się filmu pojechał do domu.

___________________________________

Jak na razie nudy ;/  Nie mam weny.  Co tam u Was?
Podoba się nowy blog ?
Ale dlaczego tak mało komentujecie ? :(

poniedziałek, 24 marca 2014

WAŻNA INFORMACJA !

Kochani dobiliście już do 500 wyświetleń ! Bardzo Wam dziękuję, że czytacie moje opowiadania, chociaż wiem, że jeszcze dużo mi brakuje do tych "lepszych". Mam dla Was małą niespodziankę i za kilka dni albo już dzisiaj (zobaczymy) się ona pojawi. Nie przerywajcie czytać moich opowiadanek, przekazujcie mojego bloga znajomym, komentujcie i bądźcie dla mnie wyrozumiali, gdy rozdział długo nie będzie się pojawiał !  ;)
 Chciałabym także podziękować moim przyjaciółkom za motywację i wszystko do czego w tych opowiadaniach się przyczyniły, bo gdyby nie one to tego bloga pewnie by nie było.

DZIĘKUJĘ ! :*



PS: Co do niespodzianki to przypatrujcie się dokładnie kartom pod nazwą opowiadania !

czwartek, 20 marca 2014

13. (Lauren)

*PIĄTEK*
Mike odwiózł mnie do domu. Oczywiście w drodze do domu zachciało mi się pić.
- Masz jakąś wodę? - zapytałam.
- Powinna być w schowku, sprawdź.
- Okey - otworzyłam schowek i nie znalazłam wody. Pierwsze co zobaczyłam to pudełeczko białego proszku. Wzięłam to i ręka zaczęła mi się trzęść, jakbym trzymała coś niedozwolonego. Właściwie to tzrymałam.
- Mike co to jest?
- Pokaż - wziął to do ręki.
- Już wiesz?
- Cholera, skąd ty to wyciągnęłaś? - popatrzył na moje nachodzące już łzami oczy.
- Mike...
- Lauren to nie jest moje. Przyrzekam.
- Wiesz, że ja tego nie toleruje!
- Lauren, przecież wiesz, że ja z tym już dawno skończyłem! Lauren! - idealnie po tych słowach podjechaliśmy pod dom.
- Chciałabym ci wierzyć, ale boję się. Boję się, że ktoś znowu chce mnie zniszczyć. Przepraszam. Daj mi trochę czasu Mike - wysiadłam i pobiegłam do domu. Znowu ryczałam. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha?! Pieprzone narkotyki! Do końca dnia leżałam tak na łóżku, a mój telefon cały czas przyjmował wiadomości i połączenia. Mike. Nie odbierałam. Nie chciałam. W pewnej chwili przyszło mi do głowy, że to rzeczywiście nie musiał być Mike. Przypomniały mi się słowa Patricka: ,, Będę o ciebie walczyć Lauren". Czy on mógłby to zrobić? Musiałam to sprawdzić. Jeżeli to był Patrick, byłam w stanie go zabić. Postanowiłam, że jutro wyjaśnię całą sprawę.
*SOBOTA*
Rano wstałam, ogarnęłam się i wyszłam z domu. W połowie drogi zorientowałam się, że znowu nie zjadłam śniadania. Świetnie. Idąc do Patricka zobaczyłam Mike'a. Szedł w moją stronę.
- Lauren, ja naprawdę...
- Nie teraz. Muszę to wyjaśnić. Spotkamy się później. Może - poszłam dalej. Po 5 minutach os spotkania z Mike'iem byłam na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył Patrick.
- Stęskniłaś się? - zapytał.
- To ty?
- Co ja ślicznotko? - dotknął mojej twarzy, a ja się odsunęłam.
- Czy to ty podłożyłeś narkotyki Mike'owi?
- Jeśli tak to co? Wrócisz do mnie?
- Ty idioto! Jak mogłeś?! Ty świnio! Nienawidzę cię.
- Lauren...
- Odpieprz się! - walnęłam go pięścią w twarz i poszłam. Łzy znowu zaczęły mi spływać po policzkach. Wyszłam z bloku, stawając przed Mike'm.
- Lauren?
- Przepraszam Mike. Przepraszam - zapłakana poszłam do domu. On nie szedł za mną, chyba poszedł do Patricka. Bałam się o niego. Miałam nadzieję, że będzie opanowany. Położyłam się na łóżku i wsłuchiwałam się w głuchą ciszę. Zadzwonił dzwonek. Wstałam i poszłam otworzyć. Przyszedł Mike.
- Lauren - powiedział i delikatnie mnie pocałował.
- Mike przepraszam. To rzeczywiście nie byłeś ty. Przepraszam.
- Już wszystko w porządku. Już dobrze - zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o ścianę. Na chwilę mocno zamknęłam oczy.
- Wszystko w porządku Lauren?
- Nie, nie mam siły i nic nie widzę - nie kłamałam, miałam ciemno przed oczami. Mike wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
- Zjadłaś coś dzisiaj?
- Nie.
- No to wszystko jasne. Poczekaj, zaraz coś ci przyniosę - poszedł, a ja znowu zaczęłam normalnie widzieć. Zjadłam kanapki, które mi przygotował. Było mi lepiej.
- Już dobrze?
- Tak, dziękuję.
- Musisz się prawidłowo odżywiać. Nie możesz niczego nie jeść. Chyba sama wiesz o co chodzi.
- Tak wiem.
- Jedziemy do szpitala. Wstawaj.
- Ale...
- Nie ma żadnego ,,ale". Chodź - pojechaliśmy do szpitala. Czy mówiłam już, że to okropne miejsce? Pielęgniarka kazała mi się położyć na łóżku i powiedziała:
- Zdaje sobie pani sprawę, że jest coraz gorzej, prawda?
- Niestety tak.
- Będzie pani musiała zostać dzisiaj na noc. Zrobimy kolejne badania, a potem zobaczymy. Możliwe, że zostanie pani na dłużej.
- To konieczne? - zapytałam czując, jak Mike wbija w moją twarz swój zdenerwowany już wzrok.
- Tak jeśli nie chce pani umrzeć to tak. Zaraz pani będzie anorektyczką i zamiast leczyć się póki to jeszcze jest możliwe i łatwe, pani chce od tego uciec.
- Przepraszam.
- Proszę. Niech pani się położy. Zaraz podłączymy kroplówkę - zostałam z Mike'm sama.
- Co ty najlepszego wyrabiasz? Lauren ja nie chcę cię stracić. Rozumiesz?
- Ja...ja nie umiem z tym walczyć Mike.
- 2 lata temu moja przyjaciółka zmarła. Własnie przez anoreksję. Pilnowałem jej jak ciebie. Na początku chciała się tego pozbyć, ale w końcu się poddała. Nie wiem czemu. Nie zdążyła mi powiedzieć.
- Przykro mi - odpowiedziałam,a on wyszedł. Chciałam pójść za nim, ale pielęgniarka przyszła i zaczęła podłączać mi kroplówkę. Wyszła. Zostałam sama. Przez szybę zobaczyłam dziewczynkę. Miała około 8-9 lat. Uśmiechnęłam się do niej. Ona weszła do mojej sali. Usiadła na łóżku.
- Co ci jest? - zapytała.
- Mam anoreksję.
- Ano...co?
- Anoreksję - powtórzyłam uśmiechając się.
- Aha.
- Nie wiesz co to, prawda? - upewniłam się, a ona pokiwała przecząco głową.
- Chudniesz, chudniesz, a potem umierasz.
- Ojej - odpowiedziała, a ja stwierdziłam, że chyba za ostro przedstawiłam jej tą chorobę.
- Nie bój się ty na nią nie zachorujesz. Nią się nie zaraża - chciałam ją uspokoić.

__________________________________
Tadaaaamm! Ale dłuuuugi! Nie oczekujcie szybko następnego ;)

Jakieś pytania?   http://ask.fm/opowiadania33

środa, 19 marca 2014

12. (Lauren)

Obudziłam się w szpitalu. Jasne światło raziło mnie w oczy, a głowa strasznie bolała. Nikogo przy mnie nie było. Wzięłam z torebki, jakieś tabletki przeciwbólowe, przebrałam się w swoje ubrania i wyszłam.
- Pani Hemmits! Gdzie się pani wybiera? Musi pani zostać na badania.
- Nic nie muszę. Do widzenia. - pielęgniarka nie miała nic do gadania, byłam już pełnoletnia. Chciałam wyjść i uciec od tego wszystkiego. Pojechałam na tą plażę. W drodze powrotnej z Mike'm przyglądałam się wszystkim znakom, więc wiedziałam, jak tam dotrzeć. Przeszłam przez lasek i weszłam na plażę. Nikogo nie było. Usiadłam na piachu, zamknęłam oczy i wdychałam powietrze. Przez chwilę wszystko mi było obojętne. Po chwili usłyszałam, jak ktoś wybiega z lasu. Nie musiałam się odwracać- wiedziałam, że to Mike.
- Lauren, dlaczego uciekłaś ze szpitala? - zapytał siadając obok mnie.
- Nie uciekłam. W miarę kulturalnie go opuściłam - uśmiechnęłam się.
- Wstawaj. Jedziemy na badania. Pielęgniarka mi wszystko powiedziała, a ja jej obiecałem, że cię tam zaciągnę.
- Nie musimy...
- Lauren wstawaj, przecież wiesz, że jesteś bliska anoreksji. Zjadłaś coś dzisiaj? Nie. To wszystko przeze mnie.
- Błagam Mike nie obwiniaj się.
- To chodź.
- Ehh... Dobra - wstałam i jeszcze na chwilę zamknęłam oczy. Mike już powoli szedł. Kiedy zauważył, że ja nadal tam stoję powiedział:
- Lauren? - ja odwróciłam się i szeroko uśmiechnęłam.
- Życie jest piękne Mike - powiedziałam i zaczęłam iść w jego stronę. Mike uśmiechnął się i złapał mnie za rękę. Poszliśmy do samochodu. Nie wiem skąd wziął się we mnie taki optymizm, ale nie przeszkadzało mi to. W sumie czułam się z tym dużo lepiej. Pojechaliśmy do szpitala. Nienawidziłam tego miejsca. Współczułam tym wszystkim ludziom. Najbardziej było mi szkoda dzieci, które miały strach w oczach i osób starszych - nie mających już siły, ale nadal się uśmiechających.
- Widzę, że ją pan przekonał - powiedziała pielęgniarka do Mike'a.
- Ledwo, ale się udało- odpowiedział.
- Dziękuję, zapraszam panno Hemmits, najpierw pójdziemy pobrać krew. Jeżeli zje pani jeszcze u nas pożądny posiłek, możliwe, że panią wypuścimy jeszcze dziś.
- Mam nadzieję, że tak będzie - uśmiechnęłam się z grzeczności, ale pobieranie krwi to było coś okropnego. Na widok tej czerwonej cieczy robi mi się słabo i nie dobrze. Obawiałam się, że zemdleję. No i oczywiście tak było. Po tym zdarzeniu nie chcieli mnie wypuścić do domu, jednak namówiłam oddziałową i Mike'a. Mój chłopak odwiózł mnie do domu, pożegnał się i pojechał do siebie. Tak własciwie to ja mu kazałam, on nie chciał, ale widziałam zmęczenie na jego twarzy, niestety przez moje zachowanie. Byłam mu wdzięczna za jego opiekę.
*WTOREK*
Poszłam do szkoły. Miałam dosyć nudzenia się w domu. Niestety w szkole musiałam wpaść na Patricka.
- Lauren, proszę... - powiedział.
- Nie Patrick, zrozum - w tej chwili przyszedł Mike.
- Coś się stało? - zapytał
- Nie, nic chodźmy - odpowiedziałam, bo widziałam jak Mike  już zaciska pięści. Zaciągnęłam go na bok.
- Lauren, czego on znowu chciał?
- Mike, nic nie było.
- Lauren!
- Nic mi nie powiedział. Spokojnie. To było jakby przywitanie. Okey?
- Ale powiesz mi jak coś będzie nie tak?
- Jasne, obiecuję - pocałowałam go w policzek.
Tak było przez cały tydzień - szkoła, badania, dom - aż do piątku....

_________________________

Całkiem długi :) Może być?