czwartek, 17 kwietnia 2014

18. (Lauren)

Weekend spędziliśmy z Mike’iem  nad morzem. Na tamtej plaży. Spaliśmy w namiocie. Wieczorami siedzieliśmy przy ognisku. We dwoje. Tylko i wyłącznie on i ja. Wieczorami opowiadał mi różne dziwne, a przede wszystkim śmieszne historie. Nie mogłam opanować śmiechu, a po tym byłam zbyt rozbudzona, żeby zasnąć. Wtedy chodziliśmy na spacery, a kiedy byłam już zmęczona Mike śpiewał mi jakieś wymyślone kołysanki, co sprawiało, że czułam się jak mała dziewczynka i z uśmiechem zasypiałam. W niedzielę w południe do Mike’a zadzwoniła Ashley.
- Tak Ash? Coś się stało? – odebrał Mike.
- Nie nic. Spokojnie. Jak tam się bawicie?
- Świetnie, ale już powoli się zbieramy.
- Mógłbyś dać mi do telefonu Lauren?
- Jasne – podał mi komórkę.
- Halo?
- Hej Lauren.
- Cześć słońce. Co jest?
- Problem. Na razie mały, ale rośnie – odeszłam w las, żeby Mike niczego nie słyszał.
- Mike nie może się dowiedzieć, prawda?
- Na razie nie. Chcę, żebyś to ty wiedziała druga.
- Druga?
- No najpierw ja potem ty nie? – zachichotałam.
- Jasne.
- Chcę, jak najszybciej ci powiedzieć. Możesz do mnie wpaść?
- Okey. Będę najszybciej jak tylko mogę.
- Dziękuję i na razie niczego nie mów Mike’owi.
- Obiecuję. Pa – rozłączyłam się i pobiegłam do Mike. Namiot był już złożony. Właściwie to wszystko było już złożone. Wystarczyło teraz tylko zanieść to do samochodu. Rzuciłam mu się na plecy i mocno go przytuliłam.
- A to co? – zapytał śmiejąc się.
- Stęskniłam się.
- A mi się wydaje, że ty czegoś chcesz – zachichotałam.
- Pojedziemy do ciebie okey? Muszę pogadać z Ash.
- Coś się stało? – zapytał, ale było to jak stwierdzenie, a nie pytanie.
- Nie. Nic, ale pojedziemy dobrze?
- Dobrze – uśmiechnął się. Przenieśliśmy wszystkie rzeczy do auta, a właściwie to on przeniósł, bo jak to powiedział „ Nie pozwolę, żeby moja dziewczyna przenosiła ciężary”. Trochę przesadzał, ale cóż. Jechaliśmy w ciszy, czego nie lubiłam. Więc ją przerwałam.
- Nad czym myślisz?
- Myślę, że mam najpiękniejszą i najcudowniejszą dziewczynę na świecie – uśmiechnął się – A ty?
- Myślę, że mam najprzystojniejszego i najcudowniejszego chłopaka na świecie – zachichotałam i pocałowałam go w policzek. Tyle było naszej rozmowy, bo po chwili byliśmy pod domem Mike’a. Wyskoczyłam z auta.
- Ja idę do Ash, a ty to rozpakuj, dobrze?
- Okey – pobiegłam do domu. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju Ash.
- Cześć! – rzuciłam i przytuliłam przyjaciółkę. Usiadłam obok niej.
- Hej!
- Mów.
- Dobra.
- No dawaj!
- Lauren j… ja…ja jestem w ciąży – zamurowało mnie.
- Serio? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Serio.
- Patrick o tym wie?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Jeszcze mu nie powiedziałam. I nie powiem.
- Co takiego?
- Usunę dziecko.
- Zgłupiałaś?! – krzyknęłam.
- Nie mogę powiedzieć tego Patrickowi. Będzie zły. Może to będzie koniec.
- Skąd o tym wiesz? Może on to dziecko pokocha? Nawet jeśli nie, to przecież dziecko jest ważniejsze, prawda?
- Nie wiem.
- Ciebie chyba coś boli Ash. Jeżeli chcesz je usunąć to ze wszystkim radź sobie sama. Nie rozumiem cię. Jeśli nie zmienisz zdania możesz się do mnie nie odzywać – wstałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Lauren! – zaczęła płakać.
- Co?
- Pomóż mi. Co mam zrobić?
- Powiedziałam ci to co myślę. A to co teraz z tym zrobisz to twoja sprawa. Wiedz tylko, że możesz dużo stracić – trzasnęłam drzwiami. Wybiegłam z jej domu. Byłam wściekła. Co ona sobie myślała? Naprawdę posunie się do aborcji? Nie mogę w to uwierzyć.

- Wracam do domu. Nawet nie pytaj co się stało – powiedziałam Mike’owi i poszłam w stronę swojego domu.

_________________________________

Hej hej kochani !
Dawno nie wstawiałam, przepraszam :*
Ale teraz się dużo działo !
Myślę, że całkiem fajny xD
Jak tam porządki przed świetami ?

środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 9(Emily)

Niestety przyszedł poniedziałek. Musiałam się ogarnąć i iść do szkoły. Poszłam, ale wcale nie miałam ochoty na rozmowy. Po 3 lekcji spotkałam na korytarzu Luisa. Złapał mnie i wziął na ręce, gdzieś mnie niósł.
- Puszczaj idioto - wydzierałam się - Puszczaj ! - zaczęłam się wyrywać, ale on miał już siły
- Nigdzie cię nie puszczę, muszę Ci coś pokazać
Zaniósł mnie do portiera. Nie wiedziałam o co chodzi. Po chwili pokazał mi na kamerze tamten dzień w bibliotece. Miał rację ona zaczęła.
- Widzisz Emilu ? - ale mnie już tam nie było.
- Co za idiotka - warknęłam i szukałam wzrokiem Isabel. Wreszcie znalazłam.
- Ty idiotko !! - rzuciłam się na nią i uderzyłam ją w policzek. Zaczęłyśmy się bić. Ciągnęłyśmy się za włosy i tak dalej. Byłam wściekła. W tym czasie usłyszałam głos Luisa:
- Emily! Zostaw ją! Zostaw ! - podbiegł i próbował mnie odciągnąć, ale nie tym razem ! W końcu, kiedy zobaczyłam, że na jej twarzy pojawiła się krew, odpuściłam. Wstałam i krzyknęłam:
- Idiotka! Spróbuj go dotknąć ! - i wybiegłam znów z płaczem ze szkoły. Pobiegłam do parku. Siadłam na ławce. Zaraz przybiegł Luis.
- Przepraszam Cię - wyszlochałam - Powinnam była cię wysłuchać, przepraszam
- Wiesz po tym, jak ją pobiłaś to widzę, że Ci na mnie zależy - zaśmiał się - jeszcze nigdy nie spotkałem dziewczyny, która pobiła się o chłopaka !
- No widzisz. Wybaczysz mi ?
- No nie wiem. Idę spać może jak wstanę to Ci powiem
- Eeeej, to moje słowa !
- Tak skarbie wybaczam ci.
- Uff... to dobrze. Kocham Cię
- Ja ciebie też
- Będę mieć przesrane w szkole. Pewnie mnie wywalą
- Nie martw się, dyrektor to mój wujek. Załatwię to.
- Naprawdę? Dziękuję ! Co ja bym bez ciebie zrobiła :)
Zapewne nadal nie wychodziłabyś z domu
Nooo , masz rację :)) Dobrze, że jesteś.




______________________________________

I jak ?
Nareszcie wolne ! 
Jeżeli tu jesteś koniecznie zajrzyj tu :
I skomentuj :)
TRZYMAJCIE SIĘ CIEPŁO 

wtorek, 15 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 8 (Emily)

 W szkole pojawiła się nowa dziewczyna. Była bardzo ładna, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Każdą wolną chwilę spędzałam z Luisem i moimi BFF. Odprowadzał mnie do domu każdego dnia. Byłam szczęśliwa. Jednak pewnego dnia kiedy szłam do biblioteki wypożyczyć książki zobaczyłam ją - Isabel. Dobierała się do Luisa. Byłam wściekła. Podeszłam do nich i powiedziałam:
- I co idioto już ci się znudziłam ? Jesteś taki sam jak Jake ! Jak mogłeś? Myślałam, że mnie kochasz. Debil z ciebie! 
Poszłam, znów płakałam lecz tym razem nie uciekałam. Szłam szybkim tempem. Byłam cholernie zawiedziona. Teraz miałam ochotę się zabić. Co ja sobie myślałam ?!
- Emily ! Emily! Poczekaj ! To nie tak !
- A jak ?! - krzyknęłam  - Przytulała Cię, przecież widziałam. Nie kłam ! A może mi powiesz, że jesteście razem, jak tylko pojawiła się w szkole ?
- Nie ! Posłuchaj mnie. Ja nie chciałem ! To ona zaczęła. Próbowałem ją odsunąć, ale ona nie pozwoliła
- A Jake'a to potrafisz pobić , a jej odsunąć nie możesz ?! Nie wierzę ! Koniec ! Rozumiesz ? To już         k-o-n-i-e-c. Nie odzywaj się do mnie. Nie pisz, nie dzwoń i nie przychodź do mnie do domu.
- Emily zostań ! Błagam to nie tak !
- Zostaw mnie - pobiegłam do samochodu taty. Wróciłam do domu. Powiedziałam tacie żeby nie otwierał Luisowi drzwi. Poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku. Ryczałam jak dziecko. Było nie przychodzić na to lodowisko . Nie skończyło by się to tak.
Następnego dnia w piątek poszłam do szkoły. Powiedziałam tacie, że źle się czuję. Zrozumiał. powiedział mi tylko, że wczoraj wieczorem Luis siedział cały czas pod drzwiami. Poszedł dopiero po północy. Byłam wdzięczna tacie, że go nie wpuścił. Rano gdy włączyłam telefon zobaczyłam 50 nieodebranych połączeń i 42 sms- ów. Nawet ich nie czytałam
- Zostaniesz ze mną tato ? Nie chcę zostać sama- powiedziałam
- Jasne córeczko, ale muszę pojechać zrobić zakupy. 
- Pojadę z tobą , ok ?
- Dobrze idź się ubierz.
- Zaraz wracam ! Dzięki.
Po 15 minutach byliśmy już w sklepie. Trochę nam się zeszło, bo wyszliśmy z niego po 12. Sklep był blisko szkoły więc nie zdziwiłam się, gdy zobaczyłam Luisa przy samochodzie. Dobrze, że był ze mną tata
- Zostaw mnie - Już wsiadałam do samochodu , ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Emily, to nie tak uwierz mi.
- Puszczaj mnie. Idź do swojej Isabel !
- Nie! Ja nadal Cię kocham. Uwierz mi
- Nie ! - Walnęłam go w twarz i wsiadłam do samochodu, zamknęłam drzwi.
- Nie płacz córeczko. Wiem, że to boli, ale dasz radę 
- Nie dam tato. Nie mam już siły. Zawieź mnie do samochodu.
- Dobrze, już jedziemy
Cały weekend płakałam.


__________________________________
No to wracamy z Emily po długiej przerwie. !
Może być ? 
Przepraszam, że tak długo jej nie było !
Zajrzyjcie koniecznie tu :

sobota, 5 kwietnia 2014

17. (Lauren)

*PIĄTEK*
Rano poszliśmy razem z Mike’m do szkoły. Po lekcjach tak jak Ashley obiecała poszłyśmy na zakupy. Długo chodziłyśmy po sklepach nie ma co. Zeszło się chyba do 18:00. Zastanawiałam się  tylko po co Ash kazała mi zostać w tej sukience co kupiłyśmy.
- Co ty kombinujesz? – zapytałam.
- Zobaczysz. Idziemy do mnie – tak jak powiedziała, tak zrobiłyśmy. Nie wiem co ona wymyśliła, ale zaciągnęła mnie do swojego pokoju i po prostu zamknęła. Siedziałam na łóżku i czekałam aż mi ktoś wreszcie otworzy. Była cisza. Po chwili usłyszałam jakieś hałasy, a potem Ash przyszła mnie wypuścić.
- No nareszcie! Co ty tam robiłaś?!
- Chodź – zaciągnęła mnie za rękę. Szłyśmy do salonu. Były zamknięte drzwi. Ash je otworzyła i nagle wszyscy krzyknęli „ NIESPODZIANKA!”. Wszyscy tam zgromadzeni, czyli moi znajomi. Było ich naprawdę dużo.
- Dziękuję kochani!
- Nie ma za co – odpowiedziała Ash. Włączono muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć i dobrze się bawić. Zastanawiało mnie jedno.
- Gdzie jest Mike? – podeszłam do Ashley.
- Niestety jeszcze nie przyszedł. Nie wiem co się stało. Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Nie martw się, na pewno zaraz przyjdzie.
- Jak mam się nie martwić? – w tej chwili podszedł do nas Patrick.
- Zatańczysz ze mną? – zapytał.
- Jasne – odpowiedziałam. Nie byłam już na niego zła. Jeżeli moja przyjaciółka była z nim szczęśliwa to ja mogłam się nawet z nim zaprzyjaźnić.
- Wszystko jest już między nami okey, prawda? – zapytał.
- Chyba tak. Tylko nie skrzywdź Ashley, bo nikt ci tego nie wybaczy rozumiesz?
- Wiem. Posłuchaj nie chcę, żeby cię to uraziło, ale chcę żebyś wiedziała, że ją kocham inaczej i bardziej niż kochałem ciebie.
- To dobrze. Ja mam Mike’a i kocham go też inaczej i bardziej niż ciebie – rozmawialiśmy przez całą piosenkę tańcząc. Uśmiałam się z jego pomysłów. W pewnym momencie podbiegła do nas Ash.
- Lauren, przyszedł Mike i zobaczył cię z Patrickiem. Wpadł w szał i wyszedł – nic nie mówiąc pobiegłam w stronę drzwi. Wybiegłam przed dom. Mike stał i palił papierosa.
- Mike! – krzyknęłam i podeszłam do niego.
- Co? Już mu wybaczyłaś? Będziesz teraz z nim spędzać każdą wolną chwilę?
- Nie będziemy rozmawiać w ten sposób.
- A w jaki? Może on zaraz tu przyjdzie weźmie cię w ramiona i pocałuje i znowu będziecie razem?
- Jak możesz tak mówić?! – po policzku spłynęła mi łza. Odwróciłam się i poszłam.
- Lauren! – krzyknął. Zatrzymałam się przed drzwiami.
- Co?
- Przepraszam.
- Jeżeli chcesz ze mną rozmawiać to przestań palić. Nie znoszę tego smrodu – weszłam do środka. Zajrzałam czy wszyscy się dobrze bawią i poszłam do pokoju Ash. Był pusty. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak zawsze. Tyle, że teraz miałam posmutniałą twarz. Co mu odwaliło do cholery? Do pokoju wszedł Mike. Spojrzałam na niego i westchnęłam. Usiadłam na łóżku.
- Przepraszam – kleknął przede mną. Siedziałam w milczeniu. Patrzyłam mu prosto w oczy pytającym wzrokiem.
- Śmierdzisz – skrzywiłam się, a on się uśmiechnął. Chciał mnie pocałować, ale ja go odepchnęłam – Nic z tego.
- Nie lubię go i jestem o ciebie zazdrosny.
- Mówiłam ci, że on kocha Ash, a ona jego, prawda? – pokiwał głową. – Dla niej jestem w stanie się z nim zaprzyjaźnić.
- Ale…
- Ja nie każę ci go lubić, ale tolerować.
- Nie rób scen za każdym razem, jak go widzisz.
- Obiecuję.
- Ranisz tym mnie i Ashley. Jeszcze jedno.
- Słucham?
- Przestań palić.
- Nie palę. To był jeden raz. Taki odstresowywacz – podniosłam jedną brew. To mi się nie podoba.
- Dlaczego nie przyszedłeś trochę wcześniej?
- Byłem na mieście. Chodź idziemy tańczyć – podał mi rękę i wyszliśmy z pokoju.  Przez resztę wieczoru, a właściwie nocy świetnie się bawiłam.


______________________________

No i kolejny rozdział :)
Może być? Chyba tak.
Trzymajcie się ciepło !

czwartek, 3 kwietnia 2014

16. (Lauren)

Rano poszłam do szkoły. Mike’a złapałam dopiero po 3 lekcji. Przywitał mnie pocałunkiem. Był jednak jakiś przygnębiony.
- Mike coś się stało? – zapytałam.
- Musisz porozmawiać z Ashley.
- Dlaczego?
- Jest z Patrickiem.
- Serio?
- Serio, serio.
- No dobrze. Porozmawiam z nią. Po lekcjach dobrze?
- Jasne, dziękuję ci – odpowiedział. Po lekcjach zatrzymałam Ash przed szkołą. Wychodziła z Patrickiem.
- Ash możemy pogadać? – zapytałam.
- Jasne – uśmiechnęła się i odeszłyśmy na bok – W piątek zabieram cię na zakupy. Taki prezent od przyjaciółki.
- Okey – zaśmiałam się – Ale nie o tym chciałam rozmawiać.
- Patrick?
- Zgadłaś.
- Lauren, ale on się zmienił.
- Nie wiem Ash. Możliwe Boję się tylko o ciebie. Nie chcę, żeby cię zranił tak jak mnie. Pomyśl zanim to za daleko zajdzie.
- Ja go kocham, a on mnie. Na pewno mnie nie skrzywdzi.
- A jeśli?
- To wtedy będę mieć ciebie i Mike’a.
- Który tego związku nie popiera.
- Tak jak ty.
- Dobrze, ale uważaj. Proszę.
- Dziękuję, muszę już iść.
- Ja też – przytuliłyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Wróciłam do domu. Nic ciekawego. Trochę się pouczyłam, pogadałam z siostrą i zleciało tak do wieczora. Położyłam się na łóżku. Było już ciemno. Słuchałam muzyki. Nagle ktoś zapukał w moje drzwi balkonowe. Cholernie się przestraszyłam. Kto to mógł być? Przez balkon?! Powoli podeszłam. Uchyliłam drzwi. Zobaczyłam Mike’a.
- Mogę wejść? – zapytał.
- Jak tu wszedłeś?
- Na tarasie stoi stół, a twój balkon nie jest wcale tak wysoko.
- O tej porze? – usiedliśmy na łóżku.
- Nie mogę znieść, że ten narkoman siedzi w moim domu u mojej siostry.
- Pewnie chcesz u mnie spać co?
- Oczywiście u ciebie zawsze – lekko popchnął mnie na łóżko i pochylił się nade mną. Pocałował mnie. Potem wtuliliśmy się w siebie. Cieszyłam się, że jest ze mną. Nie byłam sama. Miałam z kim porozmawiać.
- Rozmawiałam z Ash.
- I co?
- Mike ja wiem, że ty się o nią martwisz, bo to twoja siostra. Ale ona jest także moją przyjaciółką. Oboje chcemy dla niej jak najlepiej, jednak ona jest w nim zakochana, a on to uczucie odwzajemnia.
- Ale Lauren…
- Mike ona nie jest małym dzieckiem. Powinna wiedzieć, co robi. Nic jej od  niego nie odciągnie.
- Jej może się cos stać.
- Wiem o tym, ale ona twierdzi, że Patrick się zmienił.
- Wątpię.
- Daj mu szansę.
- Czemu stoisz po ich stronie?
- Bo ty kochasz mnie, a ja ciebie. Ash nikogo takiego do tej pory nie miała. Takiego prawdziwego. Teraz widzę, że oni się kochają i nie zważają na przeszłość. To jest najważniejsze. Dobrze wiesz, że ani ty, ani ja nie dopuścimy, żeby coś jej się stało. Ja nie każę ci wybaczyć i lubić Patricka, ale spróbuj go chociaż tolerować.
- Jak? Przecież on cię skrzywdził! Tak się nie da!
- Ale spróbować możesz nie? Dla mnie… dla Ashley…
- Jesteś uparta – zaśmiałam się – Bardzo cię kocham.

- Ja ciebie też – odpowiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze długo. W tej pozycji usnęliśmy. Bynajmniej ja usnęłam.

________________________________

Jest kochani ! Nareszcie !
Ktoś mnie zmotywował ;D
Chyba ujdzie, chociaż krótki ;/
Trzymajcie się !