Rano wstałam i poprosiłam tatę, żeby zawiózł mnie na lodowisko. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zobaczyłam na jego twarzy ogromny uśmiech. Zawiózł mnie, ale i tak się spóźniłam.
- Odebrać cię - spytał się tato.
- Nie dzięki, wrócę sama.
- Tylko uważaj na siebie, dobrze?
- Dobrze, dobrze. Pa! - i pobiegłam na lodowisko.
On już tam czekał.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.
- No to się myliłeś. Jak ty w ogóle masz na imię? - spytałam zakładając łyżwy.
- Luis, a ty?
- Emily. A czym się zajmujesz? Prowadzisz jakąś szkołę dla ciot nie umiejących jeździć na łyżwach?
- Nie. Jestem mistrzem jazdy figurowej na łyżwach.
- WOW - w tym momencie mnie zamurowało. Nagle pomyślałam, że będę musiała mu zapłacić za tą naukę. Wyciągnęłam 50$.
- Masz, to za wczoraj i dzisiaj.
- Coś ty?! Zwariowałaś? Nie chcę żadnych pieniędzy.
- Skoro nie chcesz pieniędzy to co ja mam ci dać? Dlaczego udzielasz mi lekcji?
- Powiem ci tak: uważam, że jesteś warta mojego czasu i tak dalej, a najważniejszego dowiesz się na dniach. Okej?
- Dobra.
- Chodź już, bo i tak dużo czasu minęło - jeździliśmy tak ze 3 godziny. W końcu musiałam iść.
- Odprowadzę cię - zasugerował Luis.
- Po co? Przecież wiem, gdzie jest przystanek!
- Jednak wolę cię odprowadzić. Chodź, bo autobus ci ucieknie.
- No dobra, niech ci będzie.
Byliśmy 10 minut przed autobusem, więc jeszcze mieliśmy czas na rozmowę.
- Opowiedz mi coś o sobie.
- A co chcesz wiedzieć? Nie mam pojęcia, co mam ci powiedzieć.
- No na przykład o swojej rodzinie, zainteresowaniu, ogólnie życiu.
- Moje życie od paru miesięcy nie ma sensu, wyciągnąłeś mnie z depresji. Mam młodszego brata. Kocham pływać i teraz jeździć na łyżwach.
- Mogę wiedzieć z jakiej depresji cię wyciągnąłem? - w tym momencie łzy zaczęły spływać mi po policzku.
- Przepraszam, nie chciałem.
- Nic się nie stało to nie twoja wina. Autobus już przyjechał, muszę iść. Cześć.
- Pa! Pamiętaj, jutro o 7:00 !
- Tak, tak przyjdę!
Weszłam do autobusu, drzwi się zamknęły, ale przez szybę cały czas patrzyliśmy sobie w oczy.
sobota, 11 stycznia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 1 (Emily)
Nareszcie zaczęły się ferie.Nie trzeba iść do szkoły. Jednakże mój tato miał tego dość. Siłą, dosłownie siłą wyciągnął mnie z łóżka. Zawiózł mnie na lodowisko i powiedział, że sama będę się uczyć jeździć na łyżwach. Poszłam. Wypożyczyłam łyżwy i weszłam na lodowisko. Po paru próbach zaczęłam jechać. I nagle się wywaliłam, ale nie na lód tylko na chłopaka. Bardzo przystojnego chłopaka. Patrzyłam się na niego, a on się śmiał. W końcu zapytał:
- Zejdziesz ze mnie wreszcie?
- Yyyy Tak, tak już przepraszam.
- Uczysz się jeździć prawda?
- Tak jeszcze raz przepraszam.
- Nic się nie stało, ale musisz jeszcze poćwiczyć - i odjechał.
Jeździłam tak z 10 minut, a właściwie wywracałam się. Załamana siedząc na lodzie myślałam, że się zabiję -.- Nagle ktoś do mnie podjechał i podał mi dłoń. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego samego chłopaka, na którym leżałam 15 min temu. Z jego pomocą wstałam.
- Rób to co ja - powiedział.
- Okej.
Jeździliśmy przez pół godziny. Ludzie już zaczęli wychodzić.
- Muszę już iść - powiedziałam - Dzięki za pomoc.
- Jutro też przyjdziesz - spytał się.
- Nie wiem. Może.
- To przyjdź o 7:00 rano.
- Ale lodowisko... - nie dokończyłam.
- Po prostu przyjdź, dobra?
- Zobaczę. Cześć.
Wracaliśmy do domu, miałam lepszy humor. Chociaż na żadne miłości nie miałam ochoty, to stwierdziłam, że przyjaciela można mieć. Wieczorem tylko wyobrażałam sobie te jego blond włosy, niebieskie oczy i piękne rysy twarzy.
- Zejdziesz ze mnie wreszcie?
- Yyyy Tak, tak już przepraszam.
- Uczysz się jeździć prawda?
- Tak jeszcze raz przepraszam.
- Nic się nie stało, ale musisz jeszcze poćwiczyć - i odjechał.
Jeździłam tak z 10 minut, a właściwie wywracałam się. Załamana siedząc na lodzie myślałam, że się zabiję -.- Nagle ktoś do mnie podjechał i podał mi dłoń. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego samego chłopaka, na którym leżałam 15 min temu. Z jego pomocą wstałam.
- Rób to co ja - powiedział.
- Okej.
Jeździliśmy przez pół godziny. Ludzie już zaczęli wychodzić.
- Muszę już iść - powiedziałam - Dzięki za pomoc.
- Jutro też przyjdziesz - spytał się.
- Nie wiem. Może.
- To przyjdź o 7:00 rano.
- Ale lodowisko... - nie dokończyłam.
- Po prostu przyjdź, dobra?
- Zobaczę. Cześć.
Wracaliśmy do domu, miałam lepszy humor. Chociaż na żadne miłości nie miałam ochoty, to stwierdziłam, że przyjaciela można mieć. Wieczorem tylko wyobrażałam sobie te jego blond włosy, niebieskie oczy i piękne rysy twarzy.
PROLOG (Emily)
Ślub mojej cioci. Miałam być starszą, ale wywiązałam się z tego obowiązku w
ostatniej chwili. Byłam ubrana w kremową sukienkę do kolan. Buty i torebka
czarne. Potem wesele. Dużo jedzenia, ludzi, muzyki i chłopak. Był rok starszy.
Około 20:00 podszedł do mnie, gdy rozmawiałam z kuzynką. Poprosił mnie do
tańca. Zgodziłam się i zaczęłam rozmowę:
- Jak masz na imię?
- Jake. A ty Emily, prawda?
- Tak! Skąd wiedziałeś?
- Jestem twoim sąsiadem.
- Jak to? Nigdy cię nie widziałam!
- Trudno. Teraz już widzisz - zaśmiał się.
Tańczyliśmy ze sobą bardzo długo. Około północy wyszliśmy na spacer. Była
piękna pełnia. Nagle Jake zatrzymał się, popatrzył mi w oczy i pocałował. Teraz
wiedziałam, że się zakochałam.Niestety to była duża pomyłka. Następnego dnia
zobaczyłam go z inną dziewczyną. Przytulali się i obmacywali - to było obleśne.
Myślałam, że spotkałam prawdziwą miłość, a tymczasem dla niego był to przelotny
romansik. Ze łzami w oczach podeszłam do niego i walnęłam go pięścią w twarz. Później siedziałam w domu i padłam coś w rodzaju depresji. Nie wychodziłam z domu, do nikogo się nie odzywałam. Chodziłam do szkoły bo musiałam. Nawet BFF nie pomagały. Minął stary rok, zaczął się nowy. Ja nadal nigdzie nie wychodziłam.
Czeeść!
Czeeść :) Na tym blogu, jak sama nazwa wskazuje będą pojawiać się opowiadania. Będą o różnej tematyce, ale w CHYBA w każdym pojawi się coś związanego z miłością, czy coś takiego. Mam nadzieję, że będzie się podobało :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)