poniedziałek, 24 lutego 2014

6. (Lauren)

Mike wszedł jeszcze do mnie do domu i zabandażował mi rękę. Byłam mu wdzięczna.
- Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że ma takiego brata - powiedziałam.
- Hahaahah, dzięki - zaśmiał się - ale muszę już iść.
- Okey, dziękuję za pomoc - odpowiedziałam.
- Nie ma sprawy, możesz na mnie liczyć. Cześć - już wychodził.
- A! Mike! Zapomniałam, mógłbyś poprosić Ashley, żeby dziś do mnie wpadła?
- Jasne, przekażę.
- Dzięki! - krzyknęłam i zamknęłam drzwi.
Koło 17:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyszła Ashley. Przywitałyśmy się i poszłyśmy do mojego pokoju. Zaczęłam rozmowę:
- Masz fajnego brata. Czego ja go za dobrze nie znam? Nic mi nigdy o nim nie opowiadałaś. Co to ma znaczyć?
- Hahah no wiem. Muszę ci cos powiedzieć.
- Mów śmiało!
- Wiesz... bo...
- Coś nie możesz się zebrać. O co chodzi?
-Pamiętasz, jak Patrick nie chciał ci powiedzieć skąd zna Mike'a?
- Tak...
- To właśnie Mike też brał... no wiesz narkotyki. Tylko, że jego udało mi się wyciągnąć, a Patrick już chyba w tym utknął.
- Ty go wyciągnęłaś?
- Tak ja.
- Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałaś?Poczekaj...czyli możesz też wyciągnąć z tego Patricka?
- Lauren,  to nie..
- Ale możesz?
-Posłuchaj, to nie jest takie łatwe. Mike to mój brat, a Patrick to kolega.
- I mój chłopak.
-Były chłopak - poprawiła mnie Ash.
- Racja. Były. Ale nie w tym rzecz. Możesz mu pomóc?
- Chyba nie... On ćpa już dobry miesiąc, to wystarcza aby już z tego nie wyjść.
- Ale chyba możesz spróbować?
- Ach. No dobra. Dla ciebie, bo jesteś moją przyjaciółką. Spróbuję, ale nie obiecuję. To zajmie trochę czasu i może to być czas zmarnowany.
- Rozumiem. Dziękuję.
- Ja już pójdę. Muszę obmyślić jakiś plan. Będziesz jutro w szkole?
- Tak, chyba tak. Dziękuję - pożegnałyśmy się i zostałam sama. Oczywiście pomijając rodziców i siotrę, którzy byli zajęci swoimi sprawami.

___________________________
Są jakieś pytania? http://ask.fm/opowiadania33

niedziela, 23 lutego 2014

ROZDZIAŁ 6 (Emily)

Po minucie otworzyłam oczy leżałam na swoim łóżku. Niczego nie słyszałam, więc doszłam do wniosku, że przestali się bić. To dobrze. Zaraz potem wyszeptałam:
-Luis, Luis jesteś tu ?
- Tak, tak już dobrze. Nic ci nie jest ? Wszystko w porządku ?
- Nie, nie jest w porządku - usiadłam
- Co cię boli ?
- Ty !
- Co ja ?
- Ty mnie bolisz !
- Jak to nie rozumiem.
- Dlaczego zacząłeś go bić? Nie mogłeś go wpuścić? Nawet mnie nie spytałeś, czy masz go wygonić, czy nie. Gdzie on teraz jest?
- Poszedł do domu.
- Na pewno ? A może go utłukłeś i zakopałeś w ziemi ?!
- Przestań już - krzyknął
- Dlaczego? Bo co? Mnie też uderzysz?! Proszę bardo uderz! Mam już dość, zobacz jak ty wyglądasz. Koszula i twarz we krwi.
- Przepraszam. Wybacz, ja po prostu nie mogę znieść, że ktoś mógł cię tak skrzywdzić.
- Posłuchaj mnie było- minęło, ale teraz to ty mnie najbardziej krzywdzisz. - zaczęłam płakać
- Przepraszam już więcej tak nie będzie, obiecuję
- Dobra, zobaczmy co dalej będzie. Zanieś mnie do kuchni.
Wzięłam apteczkę i wróciliśmy do pokoju.
- Pokaż twarz.
- Co ?
- No daj, trzeba to oczyścić.
- Dobra, a będzie piekło ?
- Tak, kurna będzie ;_; Dawaj tą twarz.
Oczyściłam mu tą twarz. Część zabandażowałam. Oczywiście nie obyło się bez jęków. Jak z dzieckiem !
- Wybaczysz mi ?
- Nie wiem. Nie mam na to siły. Już wiem: jaki jesteś silny i wiem, że umiesz się bić. Zrozum on będzie cie prowokował, żeby cię zdenerwować. Musisz sobie z tym poradzić. Przecież gdybyś go wpuścił i on zacząłby na przykład mnie denerwować czy coś to mam ciebie tak ?
- Tak. Dobrze, ale proszę wybacz mi !
- Na razie nie podejmę decyzji... Idę spać. może jak wstanę to ci powiem. Cześć !
- Słodkich snów kochanie.
- Dzięki, ale zostań ze mną i wrzuć sobie tą koszulkę do pralki.
Minęły może dwie minuty, a ja już spałam. Widziałam, że gdy on jest przy mnie nic mi się nie stanie,. Czułam się bezpieczna i kochana. Wszystko jednak popsuł ten jego wybryk, a na dodatek dwa razy, Paranoja.
Wstałam. Spałam chyba ze dwie godziny. Luisa u mnie w pokoju nie było. Nie wiem czemu, ale zaczęłam się bać.
- Luis ? Luis ? Gdzie jesteś ?
- Cześć kotku! Już wstałaś ? Mam coś dla ciebie.
- No właśnie widzę. Bez bluzki wyglądasz o wiele lepiej.
- Hahahah. To nie o to chodzi. Zobacz upiekłem ci tort czekoladowy.
- Chcesz mnie przekupić ?
- Nie... - nie dokończył
- No to powiem ci, że się udało
- Czy to znaczy, że mi wybaczasz?
- Niech ci będzie! Tak, wybaczam
- O Boże. Dziękuję ! Kocham Cię! Jesteś najwspanialsza na świecie.
Podszedł do mnie i zaczęliśmy się całować. Dotknęłam jego kaloryfera. Jaki on był ciepły. Bez wątpieniea wiedziałam, że podjęłam bardzo dobrą decyzję. Tyle bym straciła. - prawdziwa miłość, wspaniałego kucharza, mistrza świata i przystojnego, umiejącego się bić faceta. Byłam najszczęśliwsza na całym świecie.
- To co, jemy? -spytał
- Tak - odpowiedziałam
Ciasto było zajebiste. Nie jadłam lepszego od lat. wróciliśmy do pokoju. Znów zadzwonił dzwonek. Miałam już dość.
- Ja pójdę. - powiedział Luis
- Nie, pójdziemy razem - obawiałam się, że to Jake. I miałam racje.
- Cześć Emily - krzyknął Jake i przytulił mnie, a ja go odepchnęłam
- Zostaw mnie. Po co tu przyszedłeś?
- Mogłabyś mi zrobić opatrunek?
- Dobra, wejdź - mówiąc to czułam jak Luis składa rękę w pięść. Złapałam go za rękę i spojrzałam w oczy. Uspokoił się
- Luis przynieś apteczkę ok?
- Jasne
- Czy ty możesz Jake się ode mnie odczepić?
- Emily ja nadal cię kocham!
- Nie, Jake ty chcesz mnie znów wykorzystać. Zrobię Ci opatrunek i masz mi się więcej nie pokazywać. Jasne?
- Ale...
- Nie ma ale ! Ja cię już cię nie kocham ! Zrozum to !
- Dobra spróbuje.
- Dzięki.
Zabandażowałam mu głowę. Byłam zdziwiona, bo Luis stał przy mnie cały czas i nawet nie dotknął Jake'a. Byłam z niego dumna.
- Dobra idź już sobie Jake.
- No ok. To cześć - cmoknął mnie w policzek
W ostatniej chwili wskoczyłam przed Luisa, bo byłoby to samo co wcześniej.

Poszliśmy do mojego pokoju. Położylismy się na łóżku i tak lezelismy. Przerwała te ciszę.
- Jestem z ciebie dumna.
-Dlaczego ?
- No wiesz, nie uderzyła Jake 'a
- Gdyby nie ty to skończyłoby się tak jak wcześniej
- Domyślam się
- Ale z tym w policzek to przesadził
- Nie bierz wszystkiego na poważnie. On to zrobił, żeby cię zdenerwować. Mówiłam ci już.
- Zostaniesz na noc ?
- Nie mogę skarbie, ale obiecuje, że opuszczę ten dom dopiero, jak przyjedzie twój tata.
- Okej
Słyszeliśmy tak całkiem długo, bo w końcu usunęłam. Kiedy się obudziłam słyszałam tatę . Był bard?o zadowolony, a jana poduszce znalazłam kartkę


614 273 503
Kocham Cię
________________________________________________________
Numer podany przypadkowo - hahahah :)
Może jakieś pytania ? Śmiało ! :)
http://ask.fm/opowiadania33

5. (Lauren)

Po przeczytaniu tego sms'a byłam dumna z Patricka. Wierzyłam, że z tym skończy. Wierzyłam też, że nadal mnie kocha. Postanowiłam, że jutro nie pójdę do szkoły. Pójdę do niego. Porozmawiam z nim. Wiedziałam, że może go nie być w domu, ale chciałam zaryzykować.
ŚRODA
Obudziłam się koło 10:00 zjadłam śniadanie, ogarnęłam się, poczytałam książkę, posiedziałam na czacie i tak zeszło się do 13:00. Wtedy wyszłam z domu i ruszyłam w kierunku jego mieszkania. Po 15 minutach byłam już na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem. Nikt nie otwierał. Zadzwoniłam ponownie.Też nic. Dla pewności jeszcze kilka razy walnęłam ręką w drzwi. I bardzo dobrze zrobiłam. Słyszałam, jak ktoś szedł po mieszkaniu i przy okazji przewracał chyba wszystkie meble. Wreszcie otworzył.
- Kto do cholery nawiedza ludzi o tej porze? - warknął ktoś , kto był bardzo podobny do Patricka i to chyba był Patrick tylko kompletnie naćpany.
- Cześć - powiedziałam na dzień dobry i do widzenia i odwróciłam się automatycznie w stronę schodów, a on mnie chwycił mnie za rękę bardzo bardzo mocno, tak że przez chwilę nie czułam ręki.
- Lauren! Stój! - krzyknął
- Nie! - wyrwałam rękę - Miałeś z tym skończyć! Mówiłeś! Chciałeś, a tu co?! To koniec. Nie chcę cię więcej widzieć! Rozumiesz? - zbiegłam po schodach i wybiegłam przed blok. On mnie już nie gonił. Wolał narkotyki. Szłam do domu. Płakałam, oczywiście, że płakałam. Bolało mnie serce i ręka. Bardzo bolała. Była cała sina. Co ja sobie do diabła myślałam?! Byłam na siebie strasznie zła. Jestem głupia. Miałam nadzieję, że do niego pójdę, a on mnie przytuli, pocałuje, a przede wszystkim z tym skończy. IDIOTKA.
Kiedy się tak nad sobą użalałam, ktoś zaczął iść obok mnie. Spojrzałam na bok. To był Mike.
- Ale mnie przestraszyłeś - powiedziałam.
- Przepraszam. Co się stało? Nie powinnaś leżeć w łóżku? Albo wracać teraz ze szkoły?
- Powiedziała ci? - zapytałam.
- Kto? Co?
- No Ash. Powiedziała?
-Aaa. Tak. Przykro mi.
-Byłam u niego. On z tym nie skończy. To koniec. Już nie będzie tak jak kiedyś. Muszę o nim zapomnieć - powiedziałam i znowu zaczęłam płakać. Mike zatrzymał się i wziął mnie za obolałą rękę.
- Ssss. Ała. Boli - powiedziałam, a on popatrzył się na rękę.
- To on? - zapytał, a ja pokiwałam głową. Po tym przytulił mnie i odprowadził do domu.

_________________________
Mam nadzieję, że się podoba!
PYYYTAĆ! http://ask.fm/opowiadania33

sobota, 22 lutego 2014

4. (Lauren)

Całą noc spędziłam na wylewaniu łez. Nie zasnęłam nawet na minutę. Rano miałam takie worki pod oczami, że nawet makijaż nie chciał tego zakryć. Po wielu próbach się udało. W masakrycznym nastroju poszłam na lekcje. Oczywiście nie obyło się bez spotkania z Patrickiem.
- Lauren, proszę zrozum mnie - powiedział.
- Patrick ja naprawdę nie mam siły. Chciałabym, ale nie wiem jak. Nie umiem. Jeśli z tego wyjdziesz, a mam taką nadzieję, że tak to znów będziemy mogli być razem. Przepraszam - ze łzami w oczach mu odpowiedziałam i pobiegłam do Ashley.
- Wiem co się stało. Wszystko mi powiedział. Bardzo ci współczuję - powiedziała, a ja się rozpłakałam. Przy niej nie umiałam udawać. Oczywiście, kiedy ryczałam w najlepsze musiał nagle zjawić się Mike. Usiadł na ławce i zapytał:
- Coś się stało?
- Nie, wiesz ryczy, bo jest szczęśliwa - odpowiedziała Ash.
- A mogę ci jakoś pomóc? Może chcesz porozmawiać? - kontynuował.
- Dzięki, ale nie mam ochoty. Już wszystko opowiedziałam Ash.
- No dobra, to ja spadam. Jak będziesz czegoś potrzebować to możesz na mnie liczyć - odszedł.
- Mogę mu o tym powiedzieć? - zapytała Ashley.
Tak, jeśli chcesz, tylko, żeby się nie rozniosło po szkole, bo wtedy Patrick będzie miał jeszcze większe kłopoty. Okey?
- Na pewno?
- Tak, w końcu jesteście rodzeństwem.
- Dobra, a ty idź do domu, okropnie wyglądasz. Powiem, że źle się poczułaś. Trzymaj się. Będzie dobrze.
- Dziękuję, że jesteś ze mną Ashley. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
WIECZOREM
Koło 16:00 dopiero zasnęłam i obudziłam się o 21:12. Zeszłam do kuchni zrobić sobie kolację, bo byłam starsznie głodna. Zdałam sobie sprawę, że dzisiaj jeszcze nic nie jadłam. Kiedy wróciłam do pokoju spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że mam nową wiadomość. Spodziewałam się, że będzie to wiadomość od Ashley, ale tak nie było. Był to sms od Patricka.

Chcę z tym skończyć.
Dla ciebie.

________________________________________________

ROZDZIAŁ 5 ( Emily)

Obudziłam się, była 7:00 o tej porze spotkałabym się z Luisem na lodowisku. Ale leżałam w łóżku ze złamaną nogą. Po zjedzonym śniadaniu uświadomiłam sobie, że ja nawet nie mam się z nim jak skontaktować ! To była jakaś masakra. Leżałam na łóżku i słuchałam radia ESKA. Właśnie był program BAL czy SZMAL ? Słuchałam jak zakochani ludzie sobie przebaczają albo zrywają ze sobą. W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Stwierdziłam, że to listonosz czy sąsiadka, więc nie chciało mi się ruszać. Za chwilę znowu to samo i poszłam o kulach do tych drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Luisa.
- Myślałem, że mi nie otworzysz
Rzuciłam mu się na szyję.
- Cześć śliczna
Pocałował mnie w usta, ale teraz było dłużej niż zawsze.
- Jak ty tu... - nie dokończyłam.
- Zaraz ci wszystko powiem, tylko wejdźmy, bo mi zmarzniesz w tej piżamie!
Zaniósł mnie do pokoju.
- Poczekaj zamknę jeszcze drzwi, ok ?
- Okej - powiedziałam.
Byłam prze szczęśliwa. Tego uczucia nie da się opisać. Kochałam go bardziej niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Luis zaraz przyszedł.
- No to powiedz mi, jak mnie znalazłeś ?
-Rano poszedłem do szpitala na zmianę opatrunku. No i zobaczyłem tam twojego tatę. On też mnie poznał i poprosił mnie, żebym pojechał do ciebie i się tobą zaopiekował, bo on musiał jeszcze coś tam załatwić. I wtedy poszedłem an autobus. I jestem !
- No dobrze, ale dlaczego nie masz już opatrunku ?
- Wszystko się już zagoiło.
- Szkoda, że moja noga nie.
- Co jadłaś na śniadanie ?
- Płatki - uśmiechnęłam się
- Płatki?! Tylko płatki? Czego ty o siebie nie dbasz.
- No dbam, ale mi się nie chce.
- Dobra, to skoro jest już 13:00 to pójdę coś ugotować na obiad ok?
- Umiesz gotować ?
- Nie chcę cię otruć jakimiś fast-food'ami więc coś Ci zrobię, a ty ocenisz czy robię to dobrze.
-Dobra tylko szybko. Luis ?
- Tak?
- Dasz mi wreszcie swój nr telefonu?
- Hehehehe... Kocham Cię !
Nie zrozumiałam dlaczego się zaśmiał, ale to ni było ważne. Miałam nadzieję, że ugotuje oś dobrego, bo byłam strasznie głodna. Po 20 minutach przyniósł jedzenie. Pachniało ślicznie.
- Mmmm... Pyszne! Gdzie się nauczyłeś tak gotować?
- W restauracji i mama też mnie dużo nauczyła.
Chwile po zjedzeniu obiady zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzysz ? -błagalnie spytałam
- Jasne, zaraz wracam.
Słyszałam jak otwierał drzwi.
- To znowu ty ? - usłyszałam głos Jake'a
- Oh jak miło cię widzieć - odpowiedział Luis.
- Wpuść mnie do Emily.
- Po co ? Już się przez Ciebie nacierpiała.
- Wpuść mnie !
- Nie !
O cholera - pomyślałam. Muszę tam pójść.Jednakże kule zostały przy drzwiach, bo Luis przeniósł mnie na łózko. Musiałam wstać z nogą w gipsie. Cholernie bolało, ale znów zaczynali się bić. Powoli się doczłapałam i krzyknęłam:
- Luis, Jake przestańcie !
Jeden i drugi miał całą twarz we krwi.
- Luis przestań ! Luis! Chociaż ty! Proszę!
Zemdlałam. Upadłam na podłogę.


piątek, 21 lutego 2014

ROZDZIAŁ 4 (Emily)


Wszystko mnie bolało. Słyszałam, jak Luis krzyczał do mnie:
 -Emily! Emily! Kochanie! Proszę otwórz oczy powiedz coś !
Wtedy uświadomiłam sobie, że go bardzo kocham. Jednak nie byłam w stanie czegokolwiek zrobić. Słyszałam też, jak nadjeżdżała karetka. Przez cały czas czułam dotyk jego dłoni. Po 3 godzinach obudziłam się. Zobaczyłam rodziców, ale nigdzie nie było Luisa. Potrzebowałam go bardziej niż czegoś innego. W końcu spytałam się rodziców:
- Gdzie jest Luis ?
- Przyjedzie, obiecał, że przyjedzie. To bardzo miły chłopak.
Po tych słowach wiedziałam, że Luis spodobał się moim rodzicom. Przynajmniej to miałam z głowy.
- Chcę zostać na chwilę sama - powiedziałam
- Jak będziesz czegoś potrzebować to nas zawołaj
- Dobrze, dziękuję.
Czekałam, aż przyjdzie... Jedna minuta trwała, jak jedna godzina. Tęskniłam, a jego nadal nie było. Przyszedł za to ktoś, kogo w ogóle się nie spodziewałam - Jake.
- Cześć. Chciałem zobaczyć... - powiedział
- Wyjdź stąd ! - warknęłam
- Ale musi Cię boleć ta noga co?
- Wyjdź stąd !
Chociaż dopiero zobaczyłam, że mam nogę w gipsie.
- Wyjdź !
W tej chwili wszedł Luis.
- Wyjdź proszę. Mam Cię dość. Zraniłeś mnie. Bawisz się każdą, jaką napotkasz, Jake. Zakochałam się w tobie, a dopiero po kilku miesiącach wyszłam z domu. W tej chwili Lusi chyba zrozumiał dlaczego wtedy płakałam, gdy zapytał o depresję.
- Wyjdź stąd, jeżeli ona nie chce twojego towarzystwa to powinieneś to zrozumieć - podniósł głos Luis.
- Ojejku znalazłaś sobie nowego chłopaczka - powiedział Jake.
- Ona prosiła.
W tym momencie Luis uderzył pięścią Jake'a w brzuch.
- Luis ! - krzyknęłam  - Luis zostaw go.
Zaczęli się bić. Krzyczałam ale to nic nie dało. Dopiero wbiegł mój tato i ich rozdzielił.
- Spokojnie panowie! Jake idź już.
Nareszcie sobie poszedł.
- Tato już dobrze dziękuję i chcę zostać z Luisem.
- Po co to wszystko było Luis ?! - krzyknęłam.
- Nikt nie będzie obrażał tak pięknej i cudownej dziewczyny !
- Posłuchaj mnie Luis, on już taki jest. Nic go nie zmieni.
Chodź tu do mnie. Jestem Ci coś winna, ale najpierw lekarz oczyści ci rany. Idź.
- Ale...
-No idź - przerwałam
- Ja przecież nie ucieknę. Mam nogę w gipsie.
Po 15 minutach wrócił. Twarz oprócz ust miał zabandażowaną. Palec wybity.
- Cześć mumio - krzyknęłam
- Cześć kaleko - odpowiedział Luis
- Siadaj tu, jestem Ci coś winna. Zamknij oczy.
- Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam, a potem szepnęłam mu do ucha:
- Wyglądamy, jak para nieszczęścia, ale i tak Cię kocham.
- Ja ciebie też skarbie - uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta.
- Wyjdźmy na dwór - poprosiłam - mam dość już tego szpitala.
- Jesteś tu dopiero od 5 godzin !
- No co chcesz ? To długo !
- Oj ty, ty. Chodź ty kaleko.
- Wziął mnie na ręce i wyszliśmy na ławkę przed szpitalem.
- Teraz nie będę mogła jeździć na łyżwach - wzdychnęłam
- Jak Ci noga wyzdrowieje to będziemy jeździć, dobra ?
- Dobrze. Kocham Cię, wiesz ?
- Naprawdę ? Myślałem, że już nie - i pocałował mnie w policzek.
- Teraz nie będziemy się widywać, bo muszę leżeć. Nie przeżyję.
- Ja też ni kochanie. Ja też nie,
- Zimno mi. Chodźmy już. Ej czego ja nie mam Twojego nr telefonu ?
- Nie wiem
Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. na pożegnanie pocałował mnie i odjechaliśmy.


_________________________
Mam nadzieję, że wam się podoba ! Pytajcie : http://ask.fm/opowiadania33

ROZDZIAŁ 3 (Emily)

Rano znów się spotkaliśmy. Było dużo śmiechu. Spędziliśmy na lodzie cały dzień. Gdy tak jeździliśmy znowu zaliczyłam upadek. Wywróciłam się znowu na Luisa. Jakby mi ktoś nogę podstawił. Patrzyliśmy sobie w oczy. Już mieliśmy się pocałować, ale nagle przypomniała mi się tamta noc z Jake'm i odsunęłam się.
- Przepraszam. Nie mogę - wstałam, zrobiło mi się głupio. Uciekłam, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Stchórzyłam. Biegłam na autobus. Widziałam, jak Luis biegł za mną. Nie umiałam powstrzymać płaczu. Nie miałam siły też biec. Siadłam na przystanku. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Kiedy zobaczyłam Luisa znów zaczęłam biec. Wbiegłam na przejście dla pieszych, nie patrząc czy coś jedzie. Oczywiście jechało - wbiegłam pod samochód.

3. (Lauren)

PONIEDZIAŁEK
Umyta, ubrana i umalowana ruszyłam do szkoły. Oczywiście w nie za dobrym humorze. Kiedy doszłam pod szkołę, Patrick już tam stał. Nie patrzyłam się na niego, otworzyłam drzwi i już chciałam wejść, ale on złapał mnie za ramię. Chciałam się wyrwać, ale on nadal mnie trzymał. Na szczęście nie tak boleśnie, jak w sobotę.
- Lauren, poczekaj, proszę - wypowiedział te słowa niemal w płaczu.
- Nie teraz, muszę iść obiecałam Ashley, że przyjdę wcześniej.
- Będę czekał - odpowiedział, a ja weszłam do budynku. Zrobiło mi się go żal. Przecież ja nadal go kochałam. Poszłam do Ash. Przytuliłyśmy się, jak zawsze. Byłyśmy przyjaciółkami od przedszkola. Zawsze chodziłyśmy do tej samej szkoły. Zawsze trzymałyśmy się razem. Wiedziałyśmy o sobie wszystko.
- Co się stało? - zapytała.
- Patrick - odpowiedziałam.
- Co Patrick? Coś się z nim dzieje? Halo! Lauren?! Zaczynam się denerwować!
- Jest jakiś inny. Nie wiem. Zupełnie inny. Nigdy się tak nie zachowywał.
- Jak?
- Nie przyszedł na dyskotekę, czekałam na niego w piątek przed szkołą pół godziny, a jego nie było. Jest jakiś tajemniczy.
 - I...? - jakby wiedziała, że to nie wszystko.
- I w sobotę zrobiłam mu awanturę, a dziś będzie na mnie czekał. Chce mi wszystko wyjaśnić.
- Wysłuchasz go?
- Chyba tak. Kocham go. Nadal. Chociaż się go boję.
- Daj mu szansę, może ma poważny powód - w tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcje - chodź już, babka od geografii przyszła.
Lekcje minęły szybko, ale też masakrycznie. Nic do mnie nie docierało.
- Lauren, wysłuchaj go. Trzymaj się - pożegnała się ze mną Ashley.
- Dziękuję. Pa - odpowiedziałam. Wyszłam ze szkoły Patrick czekał. Nie zdziwiło mnie to.
- Hej, możemy się przejść? Wszystko ci wytłumaczę okey? - zapytał.
- Dobra. Mów - odpowiedziałam i zapadła cisza - No słucham? Masz mi coś do powiedzenia czy marnujesz mój czas?
- Posłuchaj, dobrze wiesz, że nie mam już rodziców - zginęli w wypadku. Wychowywał mnie brat. Teraz mam z nim słaby kontakt, bo on ma dużo pracy. Rozumiem. Ale jakoś ostatnio wszystko mnie przygniotło. No i zacząłem brać narkotyki. Dlatego nie przyszedłem na dyskotekę i użyłem agresji wobec ciebie. Byłem naćpany. Przepraszam - w tym momencie mnie zatkało. Nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu coś z siebie wydusiłam:
- Ty zgłupiałeś? Dlaczego do mnie nie przyszedłeś? Patrick ja nie takiego chłopaka kochałam. Na dodatek przyszedłeś się ze mną spotkać w takim stanie? Co ci odbiło?!
 - Nie wiem. Przepraszam. To było głupie wiem. Mogłem pójść do ciebie, ale nie chciałem cię martwić. Jest mi wstyd. Przepraszam.
- Nie będę się spotykać z chłopakiem, który bierze narkotyki. Przykro mi. Musimy zrobić sobie przerwę. Jak z tym skończysz to zadzwoń. Powodzenia - ze łzami w oczach odwróciłam się i poszłam do domu.


http://ask.fm/opowiadania33 Pytajcie!

czwartek, 20 lutego 2014

Uwaga !

Niedługo dodam nowy rozdział ALE zanim go przeczytacie zerknijcie jeszcze raz na pierwszy. Dodałam do niego parę ważnych zdań!

A i jeszcze jedno rozdziały są dosyć krótkie, bo mam mało czasu, a dużo nauki. Liczę na Waszą wyrozumiałość ;)

PYTAJCIE O CO CHCECIE ! :)

http://ask.fm/opowiadania33

2. (Lauren)

Była 16:00. Gotowa do wyjścia siadłam jeszcze chwilę i wypiłam kawę. Potem ruszyłam do parku. Byłam przed czasem, ale Patrick też. Trzymał bukiet róż. Pewnie myślał, że nimi wszystko załatwi, ale nie u mnie. Wyglądał jakoś inaczej - ale w tą negatywną stronę - a może to tylko takie wrażenie?
- Cześć kochanie - powiedział - To dla ciebie.
- Cześć - odezwałam się dosyć ponuro, chociaż chyba nie chciałam, żeby  tak wyszło - Dziękuję, piękne - uśmiechnęłam się.
- Eeej. co się stało ? - zapytał.
- Ty mi lepiej powiedz - odpowiedziałam spokojnym głosem - Nie przyszedłeś na dyskotekę, choć obiecywałeś, czekałam na ciebie, jak głupia przed szkołą pół godziny, nie chcesz mi powiedzieć skąd znasz Mike'a. Co ty sobie myślisz?! - teraz krzyknęłam już nad sobą nie panowałam, takim głosem dodałam: - Przyniesiesz mi bukiet kwiatów i myślisz, że wszystko będzie dobrze, że zapomnę?
- Nie! Lauren! Uspokój się! Przepraszam no! Nie wiem, tak wyszło, cholera!
- Tak jakoś wyszło? TAK JAKOŚ WYSZŁO? O nie, mój drogi, mnie niestety nie oszukasz! Lepiej się ogarnij, bo ostatnio jesteś jakiś inny!
- Lauren do cholery jasnej! Opanuj się! Wyjaśnię to! - chwycił mnie bardzo mocno i boleśnie za rękę, a w jego oczach widziałam agresję. Bałam się. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. To nie był ten sam chłopak, którego kochałam. Wyrwałam rękę z ucisku ze łzami w oczach i rzuciłam kwiaty na chodnik.
- Taki jesteś tak? - wyszeptałam.
- Lauren, przepraszam. Nie chciałem. Przepraszam - próbował się bronić, ale ja odwróciłam się i poszłam do domu. Bałam się. Po głowie chodziło mi milion myśli.

NIEDZIELA

Cały dzień spędziłam w nauce, co było trudne, ponieważ Patrick cały czas do mnie dzwonił, a ja głupia cały czas o nim myślałam. Kochałam go. Miałam dla kogo żyć. Ale ostatnio coś z nim było nie tak. Był inny. Na dodatek się go bałam. Jeszcze nigdy tak nie był.

Uwaga!

Niedługo dodam nowy rozdział ALE zanim go przeczytacie zerknijcie jeszcze raz na pierwszy. Dodałam do niego parę ważnych zdań!

A i jeszcze jedno rozdziały są dosyć krótkie, bo mam mało czasu, a dużo nauki. Liczę na Waszą wyrozumiałość ;)

PYTAJCIE O CO CHCECIE ! :)

http://ask.fm/opowiadania33

poniedziałek, 3 lutego 2014

1. (Lauren)

Dzisiaj był piątek. Rano postanowiłam, że pójdę do Mike'a i go przeproszę. Zobaczyłam go z kolegami. Podeszłam i złapałam go za rękę, tak jak on mnie wczoraj. Odwrócił się.
- Hej, możemy pogadać? - zapytałam.
- Pewnie - odeszliśmy na bok.
-  Chciałam cie przeprosić za wczorajszy wieczór. Trochę głupio wyszło. Nie wiem co mi się stało. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Nie przejmuj się. Zawsze możemy wyskoczyć do klubu potańczyć i się napić - zaśmiał się.
Już miałam powiedzieć, że z chęcią, ale ktoś zasłonił mi oczy. Po męskich perfumach poznałam, że to Patrick.
- Eeeej! Wariacie! - krzyknęłam, a on mnie pocałował.
- Widzę , że masz następnego wielbiciela. Czyżbym ci się znudził?
- Niee. Przestań to kolega. Poznajcie się Mike to Patrick. Patrick to Mike.
- Tak, znamy się - powiedział Mike.
- Naprawdę? Skąd? - byłam zaskoczona.
- Nie chcesz wiedzieć - odpowiedział Patrick.
W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcje. Musiałam już iść.
- Później mi wszystko opowiecie, okey?
- Zobaczymy. Leć, bo się spóźnisz skarbie.
Byłam trochę zaniepokojona, ale musiałam już iść. Na żadnej przerwie nie widziałam ani jednego, ani drugiego. Miałam tylko nadzieję, że nic się nie stało. Niestety, jak zwykle moja nadzieja zawiodła.
Po lekcjach wyszłam pod liceum. Wyglądałam Patricka, bo on tam na mnie zawsze czekał. Ale nie dziś. Myślałam, że zaraz przyjdzie. Stałam tak pół godziny - i nic. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje. Miałam złe przeczucia. Zdecydowałam, że pójdę do domu. Dzwoniłam do Patricka wiele razy, ale nie odbierał. Byłam zmartwiona i jednocześnie wkurzona. Minął piątek.

SOBOTA:

Nadal żadnej wiadomości od mojego chłopaka. Koło 12:00 mój telefon zawibrował - wiadomość. Miałam nadzieję, że to Patrick. Jednak miałam rację. To on. Ucieszyłam się, że żyje i się wreszcie odezwał, a jednocześnie byłam cholernie zła. Wzięłam telefon i odczytałam sms'a.

Patrick
Spotkamy się dzisaj? Stęskniłem się.
Wiem, że się nie odzywałem. Chce Ci wszystko wyjaśnić.
Będę czekał w parku o 16:30.
Kocham cię!

Stwierdziłam, że tam pójdę i wysłucham jego wyjaśnień. Byłam ciekawa co mi powie.

Neeew :) - PROLOG (Lauren)

Hejka :) Zaczynamy nowe opowiadanie, a tamto wcześniejsze na dniach zostanie dokończone. Ono jest napisane tylko, że nie mam czasu go przepisać :/ Ale teraz wszystko powinno iść na bieżąco. A jak nie to mnie pilnujcie ! :P



Była dyskoteka. Tańczyłam z dziewczynami. Teraz wolny. Zeszłyśmy z parkietu aby ustąpić miejsca parom. Stanęłyśmy pod ścianą. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Myślałam, że to mój chłopak - Patrick, ale dziewczyny szczerzyły się, jak nie wiem co. Odwróciłam się. Zamurowało mnie. Zobaczyłam Mike'a.
- Zatańczysz? - zapytał.
- Jasne - powiedziałam, jakby nigdy nic, ale wewnątrz mnie nie wiem co się działo. Wszystko na raz.
- Wszystko w porządku? - zapytał, kiedy tańczyliśmy.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Na pewno? Jesteś strasznie blada. Nie chce, żebyś zemdlała mi w rękach - zaśmiał się.
- Wiesz co? Chyba masz rację. Chyba już pójdę. Świetnie tańczysz. Cześć - wybiegłam, nie chciałam się już odwracać. Miałam głowę pełną myśli, których  nie mogłam poskładać. Wróciłam do domu. Dzwoniłam jeszcze do Patricka, ale nie odbierał. Dziwne. Poszłam spać.