sobota, 11 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 2 (Emily)

Rano wstałam i poprosiłam tatę, żeby zawiózł mnie na lodowisko. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zobaczyłam na jego twarzy ogromny uśmiech. Zawiózł mnie, ale i tak się spóźniłam.
- Odebrać cię - spytał się tato.
- Nie dzięki, wrócę sama.
- Tylko uważaj na siebie, dobrze?
- Dobrze, dobrze. Pa! - i pobiegłam na lodowisko.
On już tam czekał.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz.
- No to się myliłeś. Jak ty w ogóle masz na imię? - spytałam zakładając łyżwy.
- Luis, a ty?
- Emily. A czym się zajmujesz? Prowadzisz jakąś szkołę dla ciot nie umiejących jeździć na łyżwach?
- Nie. Jestem mistrzem jazdy figurowej na łyżwach.
- WOW - w tym momencie mnie zamurowało. Nagle pomyślałam, że będę musiała mu zapłacić za tą naukę. Wyciągnęłam 50$.
- Masz, to za wczoraj i dzisiaj.
- Coś ty?! Zwariowałaś? Nie chcę żadnych pieniędzy.
- Skoro nie chcesz pieniędzy to co ja mam ci dać? Dlaczego udzielasz mi lekcji?
- Powiem ci tak: uważam, że jesteś warta mojego czasu i tak dalej, a najważniejszego dowiesz się na dniach.   Okej?
- Dobra.
- Chodź już, bo i tak dużo czasu minęło - jeździliśmy tak ze 3 godziny. W końcu musiałam iść.
- Odprowadzę cię - zasugerował Luis.
- Po co? Przecież wiem, gdzie jest przystanek!
- Jednak wolę cię odprowadzić. Chodź, bo autobus ci ucieknie.
- No dobra, niech ci będzie.
Byliśmy 10 minut przed autobusem, więc jeszcze mieliśmy czas na rozmowę.
- Opowiedz mi coś o sobie.
- A co chcesz wiedzieć? Nie mam pojęcia, co mam ci powiedzieć.
- No na przykład o swojej rodzinie, zainteresowaniu, ogólnie życiu.
- Moje życie od paru miesięcy nie ma sensu, wyciągnąłeś mnie z depresji. Mam młodszego brata. Kocham pływać i teraz jeździć na łyżwach.
- Mogę wiedzieć z jakiej depresji cię wyciągnąłem? - w tym momencie łzy zaczęły spływać mi po policzku.
- Przepraszam, nie chciałem.
- Nic się nie stało to nie twoja wina. Autobus już przyjechał, muszę iść. Cześć.
- Pa! Pamiętaj, jutro o 7:00 !
- Tak, tak przyjdę!
Weszłam do autobusu, drzwi się zamknęły, ale przez szybę cały czas patrzyliśmy sobie w oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz