Nareszcie zaczęły się ferie.Nie trzeba iść do szkoły. Jednakże mój tato miał tego dość. Siłą, dosłownie siłą wyciągnął mnie z łóżka. Zawiózł mnie na lodowisko i powiedział, że sama będę się uczyć jeździć na łyżwach. Poszłam. Wypożyczyłam łyżwy i weszłam na lodowisko. Po paru próbach zaczęłam jechać. I nagle się wywaliłam, ale nie na lód tylko na chłopaka. Bardzo przystojnego chłopaka. Patrzyłam się na niego, a on się śmiał. W końcu zapytał:
- Zejdziesz ze mnie wreszcie?
- Yyyy Tak, tak już przepraszam.
- Uczysz się jeździć prawda?
- Tak jeszcze raz przepraszam.
- Nic się nie stało, ale musisz jeszcze poćwiczyć - i odjechał.
Jeździłam tak z 10 minut, a właściwie wywracałam się. Załamana siedząc na lodzie myślałam, że się zabiję -.- Nagle ktoś do mnie podjechał i podał mi dłoń. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego samego chłopaka, na którym leżałam 15 min temu. Z jego pomocą wstałam.
- Rób to co ja - powiedział.
- Okej.
Jeździliśmy przez pół godziny. Ludzie już zaczęli wychodzić.
- Muszę już iść - powiedziałam - Dzięki za pomoc.
- Jutro też przyjdziesz - spytał się.
- Nie wiem. Może.
- To przyjdź o 7:00 rano.
- Ale lodowisko... - nie dokończyłam.
- Po prostu przyjdź, dobra?
- Zobaczę. Cześć.
Wracaliśmy do domu, miałam lepszy humor. Chociaż na żadne miłości nie miałam ochoty, to stwierdziłam, że przyjaciela można mieć. Wieczorem tylko wyobrażałam sobie te jego blond włosy, niebieskie oczy i piękne rysy twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz