Weekend
spędziliśmy z Mike’iem nad morzem. Na
tamtej plaży. Spaliśmy w namiocie. Wieczorami siedzieliśmy przy ognisku. We
dwoje. Tylko i wyłącznie on i ja. Wieczorami opowiadał mi różne dziwne, a
przede wszystkim śmieszne historie. Nie mogłam opanować śmiechu, a po tym byłam
zbyt rozbudzona, żeby zasnąć. Wtedy chodziliśmy na spacery, a kiedy byłam już
zmęczona Mike śpiewał mi jakieś wymyślone kołysanki, co sprawiało, że czułam
się jak mała dziewczynka i z uśmiechem zasypiałam. W niedzielę w południe do
Mike’a zadzwoniła Ashley.
- Tak
Ash? Coś się stało? – odebrał Mike.
- Nie
nic. Spokojnie. Jak tam się bawicie?
-
Świetnie, ale już powoli się zbieramy.
- Mógłbyś
dać mi do telefonu Lauren?
- Jasne
– podał mi komórkę.
- Halo?
- Hej
Lauren.
- Cześć
słońce. Co jest?
-
Problem. Na razie mały, ale rośnie – odeszłam w las, żeby Mike niczego nie
słyszał.
- Mike
nie może się dowiedzieć, prawda?
- Na
razie nie. Chcę, żebyś to ty wiedziała druga.
- Druga?
- No
najpierw ja potem ty nie? – zachichotałam.
- Jasne.
- Chcę,
jak najszybciej ci powiedzieć. Możesz do mnie wpaść?
- Okey.
Będę najszybciej jak tylko mogę.
-
Dziękuję i na razie niczego nie mów Mike’owi.
-
Obiecuję. Pa – rozłączyłam się i pobiegłam do Mike. Namiot był już złożony.
Właściwie to wszystko było już złożone. Wystarczyło teraz tylko zanieść to do
samochodu. Rzuciłam mu się na plecy i mocno go przytuliłam.
- A to
co? – zapytał śmiejąc się.
-
Stęskniłam się.
- A mi
się wydaje, że ty czegoś chcesz – zachichotałam.
-
Pojedziemy do ciebie okey? Muszę pogadać z Ash.
- Coś
się stało? – zapytał, ale było to jak stwierdzenie, a nie pytanie.
- Nie.
Nic, ale pojedziemy dobrze?
- Dobrze
– uśmiechnął się. Przenieśliśmy wszystkie rzeczy do auta, a właściwie to on
przeniósł, bo jak to powiedział „ Nie pozwolę, żeby moja dziewczyna przenosiła
ciężary”. Trochę przesadzał, ale cóż. Jechaliśmy w ciszy, czego nie lubiłam.
Więc ją przerwałam.
- Nad
czym myślisz?
- Myślę,
że mam najpiękniejszą i najcudowniejszą dziewczynę na świecie – uśmiechnął się –
A ty?
- Myślę,
że mam najprzystojniejszego i najcudowniejszego chłopaka na świecie –
zachichotałam i pocałowałam go w policzek. Tyle było naszej rozmowy, bo po
chwili byliśmy pod domem Mike’a. Wyskoczyłam z auta.
- Ja idę
do Ash, a ty to rozpakuj, dobrze?
- Okey –
pobiegłam do domu. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju Ash.
- Cześć!
– rzuciłam i przytuliłam przyjaciółkę. Usiadłam obok niej.
- Hej!
- Mów.
- Dobra.
- No
dawaj!
- Lauren
j… ja…ja jestem w ciąży – zamurowało mnie.
- Serio?
– zapytałam z niedowierzaniem.
- Serio.
-
Patrick o tym wie?
- Nie.
-
Dlaczego?!
-
Jeszcze mu nie powiedziałam. I nie powiem.
- Co
takiego?
- Usunę
dziecko.
-
Zgłupiałaś?! – krzyknęłam.
- Nie
mogę powiedzieć tego Patrickowi. Będzie zły. Może to będzie koniec.
- Skąd o
tym wiesz? Może on to dziecko pokocha? Nawet jeśli nie, to przecież dziecko
jest ważniejsze, prawda?
- Nie
wiem.
- Ciebie
chyba coś boli Ash. Jeżeli chcesz je usunąć to ze wszystkim radź sobie sama.
Nie rozumiem cię. Jeśli nie zmienisz zdania możesz się do mnie nie odzywać –
wstałam i skierowałam się w stronę drzwi.
-
Lauren! – zaczęła płakać.
- Co?
- Pomóż
mi. Co mam zrobić?
-
Powiedziałam ci to co myślę. A to co teraz z tym zrobisz to twoja sprawa. Wiedz
tylko, że możesz dużo stracić – trzasnęłam drzwiami. Wybiegłam z jej domu.
Byłam wściekła. Co ona sobie myślała? Naprawdę posunie się do aborcji? Nie mogę
w to uwierzyć.
- Wracam
do domu. Nawet nie pytaj co się stało – powiedziałam Mike’owi i poszłam w
stronę swojego domu.
_________________________________
Hej hej kochani !
Dawno nie wstawiałam, przepraszam :*
Ale teraz się dużo działo !
Myślę, że całkiem fajny xD
Jak tam porządki przed świetami ?
Wooo ciąża :3
OdpowiedzUsuńFajnyy