- A ty? Dlaczego tu jesteś?
- Mam białaczkę.
- Przykro mi... Naprawdę.
- Kto to był? - zapytała.
- Kto?
- Ten pan. Rozmawiał z tobą. A jak wyszedł to był bardzo smutny.
- A tak, to mój chłopak.
- Kochasz go ? - byłam zdziwiona tym pytaniem.
- Tak. Bardzo.
- Pokłóciliście się?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Mówiłam już, że był smutny.
- A tak. Jest tam jeszcze? Czy poszedł?
- Siedzi na krześle. A po tym jak wyszedł rozmawiał z pielęgniarką. Muszę już iść. Pa.
- Cześć. Miło było cię poznać - wyszła. Zostałam sama. Nie mogłam wyjść, bo miałam podłączone te kable. Z nudów ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.
Kiedy się obudziłam był już ranek. Czułam czyjś dotyk na mojej dłoni. Odwróciłam głowę i zobaczyłam mamę.
- Cześć córeczko.
- Hej mamo.
- Jak się czujesz?
- Lepiej. Będzie dobrze.
- Lauren musisz podjąć leczenie. Nie możesz się poddać.
- Wiem mamo rozumiem - między nami zapanowała głucha cisza. W końcu ją przerwałam.
- Mogłabyś zawołać Mike'a ?
- Tego twojego chłopaka tak ?
- Tak - zarumieniłam się.
- Dobra, poczekaj - za chwilę przyszedł Mike cały uśmiechnięty i pełen energii. Ucieszyło mnie to.
- Mike, przepraszam cię.
- Nic się nie stało.
- Ja... Ja tak naprawdę to boję się tej choroby. Ona mnie przeraża i dlatego chyba wolę odpuścić. To wszystko następuje tak szybko.
- Nie możesz Lauren i nikt ci na to nie pozwoli.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się, a w tym czasie przyszła pielęgniarka.
- Panno Hemmits, może pani już wracać do domu. Jest lepiej, ale jeżeli pani znowu nie będzie nic jeść to obawiam się, że nie będzie już ratunku.
- Rozumiem.
- A i jeszcze jedno: jeżeli pojawiłyby się jakieś objawy to proszę natychmiast przyjechać.
- Dziękuję - odpowiedziałam i zaczęłam się przebierać. Wychodząc ze szpitala zapomniałam o jednej rzeczy. Pożegnać się z tą dziewczynką.
- Idźcie do samochodu o czymś zapomniałam.
- Pójdę z tobą - zasugerował Mike.
- Nie trzeba, zaraz wracam - odmówiłam i poszłam, ale wiedziałam, że Mike i tak pójdzie za mną. Spytałam się jakiejś pielęgniarki, gdzie leżą dzieci chore na białaczkę. Miła kobieta wszystko mi opowiedziała. Byłam jej wdzięczna. Wchodząc na oddział zauważyłam kartkę:
SPOTKANIA TYLKO W SALI ODWIEDZIN
Jednak ja i tak otworzyłam drzwi. Już tam wchodziłam, ale Mike zawołał:
- Lauren, tam nie wolno wchodzić !
- Muszę - odpowiedziałam nawet nie odwracając się. Weszłam na korytarz i zaczęłam zaglądać do wszystkich sal. W koncu znalazłam. Osłabiona dziewczynka leżała na łóżku i coś rysowała. Podeszłam do niej i przywitałam się;
- Cześć mała! Co tam rysujesz?
- O! Cześć! - widziałam jak jej drobna twarzyczka nabiera rumieńców i radości - Jak się tu dostałaś? Tu jest zakaz wchodzenia. Dlaczego nie jesteś już w piżamie?
- Nikt mnie na razie nie zauważył.
- Wiesz, że możesz się zarazić, prawda? - to pytanie mnie lekko wystraszyłó.
- To nic. Trudno. Musiałam przyjść się pożegnać.
- Już jesteś zdrowa?
- Fajnie ci. Zobacz to dla ciebie - dała mi rysunek, który przed chwilą narysowała.
- Ojejku! Piękne! Czy to ja i ...?
- Tak to wy. Bardzo was lubię.
- Dziękuję. Masz duży talent. Pięknie - stwierdziłam. Przyglądałam się rysunkowi i w tym czasie przyszła pielęgniarka. Oberwało mi się. Musiałam wyjść.
- Trzymaj się kochana - przytuliłam ją.
- Czeeeść! -wyszłam. Kartkę z rysunkiem trzymałam cały czas w dłoni. Wróciłam do domu.
- Co to jest? - zapytał Mike, kiedy oglądaliśmy telewizję.
- Co?
- Ta kartka. Cały czas ją międlisz.
- Aaaa... Popatrz - rozłożyłam rysunek i mu pokazałam.
- Pięknie. To ta mała nas narysowała ?
- Tak - przytulił mnie i po skończeniu się filmu pojechał do domu.
___________________________________
Jak na razie nudy ;/ Nie mam weny. Co tam u Was?
Podoba się nowy blog ?
Ale dlaczego tak mało komentujecie ? :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz