środa, 12 marca 2014

11. (Lauren)

Po tych słowach wyszedł. Rano obudziłam się czując się jak nowonarodzona, pomijając to, że byłam strasznie głodna. Ale nie to było ważne. Zakochałam się. Kochałam Mike'a. Rozmyślałam tak jeszcze z 10 minut, a dopiero potem wstałam. Nafaszerowałam się jeszcze lekami i poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam oczywiście przestraszyłam się swojego odbicia w lustrze. Stwierdziłam jednak, że nie mam siły się malować. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Kiedy spożywałam swój pierwszy posiłek od chyba 48 godzin, ktoś musiał mi w tym przeszkodzić. Zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Spodziewałam się Mike'a albo Ashley, ale to nie było żadne z nich. Patrick - tak to był on. Na początku nie otwierałam, nie chciałam, żeby tu przychodził. Stanęłam pod drzwiami i czekałam aż sobie pójdzie. Na próżno. Zaczął walić w drzwi i krzyczeć:
- Lauren! Otwórz te drzwi! Wiem, że tam jesteś! - on tak wrzeszczał, a ja się strasznie bałam. Bałam się, że znów użyje przemocy. Dawno go nie widziałam. Dokładnie tez nie wiedziałam, czy się zmienił, czy tez nie. Ash przez telefon mówiła mi, że jest lepiej, ale nie wiedziałam na ile lepiej. W końcu jednak otworzyłam:
- No nareszcie! Mogę wejść? - zapytał.
- Musisz?
- Chciałbym z Tobą porozmawiać, mogę?
- Nie mamy o czym.
- Proszę.
- Chyba jednak nie. Jestem chora.
- Lauren zmieniłem się. Tylko rozmowa i sobie idę, okey? - przesunęłam swoją osobę i go wpuściłam. Nie wszedł dalej niż do hallu.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- Lauren, skarbie...
- Nie przeginaj Patrick nie jesteśmy już razem.
- Dobrze, przepraszam. Lauren, ja jestem już inny. Dzięki Ash zmieniłem się. I nadal cię kocham. Wiem, że nie chcesz już do tego wracać, ale błagam daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę...
- Nie, nie mogę. Nie chce. Ja cię kochałam, ale kiedyś. W przeszłości, a teraz już nie - w tym moencie zadzwonił dzwonek. Popatrzyliśmy się na siebie z Patrickiem, bo i ja i on byliśmy zdziwieni. Podeszłam i  uchyliłam drzwi. Był to Mike. Natychmiast zamknęłam drzwi, ale nie dałam rady, bo Mike zablokował je ręką. Wszedł i stanął obok mnie i Patricka, który powiedział:
- To przez niego tak? Będę o ciebie walczył Lauren. - wyszedł, trzaskając drzwiami. A my patrzyliśmy sobie w oczy, próbując wyczytać z nich jakieś wyjaśnienie lub cokolwiek. W końcu po policzku spłynęła mi duża, ciężka łza. Bez słowa poszłam do salonu. Usiadłam na sofie i schowałam głowę między kolana. Mike stanął przede mną i zapytał:
- Co on tutaj robił? - czułam, jak zaciska zęby i pięści.
- Nie wiem.
- Co ci mówił?! - krzyknął.
- Chciał, żebym dała mu drugą szansę i nie krzycz na mnie! To nie jest dla mnie takie łatwe! - podniosłam zapłakaną twarz, po czym wstałam i pobiegłam do łazienki, zatrzaskując drzwi. Usiadłam na podłodze. Znowu zaczęłam ryczeć. Nie mogłam się uspokoić.
- Lauren, przepraszam. Nie mogę go znieść. Nienawidzę go. Wyjdź, proszę - wyszłam idąc do kuchni po szklankę wody.
- Kochałam go jak ciebie Mike. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, ale on wybrał narkotyki. Zanim się zorientował, że jest za daleko, było już za późno. Musiałam o nim zapomnieć. Przez to, że odeszłam, miał motywację, żeby z tym skończyć. Dzięki Ash chyba się udało, ale teraz próbuje mnie odzyskać - przy ostatnim zdaniu strąciłam szklankę z blatu, a zbierając szkło skaleczyłam się.
- Cholera! - krzyknęłam, gdy zobaczyłam krew, ale Mike chyba jeszcze tego nie zauważył.
- Lauren...
- Tak wiem, przykro ci. Mi też. I wszystkim dookoła też. Tylko nikt nie umie mi pomóc, albo nie chce - umyłam rękę w zlewie i po tym upadłam na podłogę.


____________________________________
Chyba może być :P  Podoba się?
Może macie jakieś pytania?
http://ask.fm/opowiadania33

2 komentarze:

  1. Upadła na podłogę hmn... zemdlała?
    Wiem jak to jest, więc wiesz.... nah XD
    Fajne fajne i oby tak dalej ^^

    OdpowiedzUsuń