Obudziłam się w szpitalu. Jasne światło raziło mnie w oczy, a głowa strasznie bolała. Nikogo przy mnie nie było. Wzięłam z torebki, jakieś tabletki przeciwbólowe, przebrałam się w swoje ubrania i wyszłam.
- Pani Hemmits! Gdzie się pani wybiera? Musi pani zostać na badania.
- Nic nie muszę. Do widzenia. - pielęgniarka nie miała nic do gadania, byłam już pełnoletnia. Chciałam wyjść i uciec od tego wszystkiego. Pojechałam na tą plażę. W drodze powrotnej z Mike'm przyglądałam się wszystkim znakom, więc wiedziałam, jak tam dotrzeć. Przeszłam przez lasek i weszłam na plażę. Nikogo nie było. Usiadłam na piachu, zamknęłam oczy i wdychałam powietrze. Przez chwilę wszystko mi było obojętne. Po chwili usłyszałam, jak ktoś wybiega z lasu. Nie musiałam się odwracać- wiedziałam, że to Mike.
- Lauren, dlaczego uciekłaś ze szpitala? - zapytał siadając obok mnie.
- Nie uciekłam. W miarę kulturalnie go opuściłam - uśmiechnęłam się.
- Wstawaj. Jedziemy na badania. Pielęgniarka mi wszystko powiedziała, a ja jej obiecałem, że cię tam zaciągnę.
- Nie musimy...
- Lauren wstawaj, przecież wiesz, że jesteś bliska anoreksji. Zjadłaś coś dzisiaj? Nie. To wszystko przeze mnie.
- Błagam Mike nie obwiniaj się.
- To chodź.
- Ehh... Dobra - wstałam i jeszcze na chwilę zamknęłam oczy. Mike już powoli szedł. Kiedy zauważył, że ja nadal tam stoję powiedział:
- Lauren? - ja odwróciłam się i szeroko uśmiechnęłam.
- Życie jest piękne Mike - powiedziałam i zaczęłam iść w jego stronę. Mike uśmiechnął się i złapał mnie za rękę. Poszliśmy do samochodu. Nie wiem skąd wziął się we mnie taki optymizm, ale nie przeszkadzało mi to. W sumie czułam się z tym dużo lepiej. Pojechaliśmy do szpitala. Nienawidziłam tego miejsca. Współczułam tym wszystkim ludziom. Najbardziej było mi szkoda dzieci, które miały strach w oczach i osób starszych - nie mających już siły, ale nadal się uśmiechających.
- Widzę, że ją pan przekonał - powiedziała pielęgniarka do Mike'a.
- Ledwo, ale się udało- odpowiedział.
- Dziękuję, zapraszam panno Hemmits, najpierw pójdziemy pobrać krew. Jeżeli zje pani jeszcze u nas pożądny posiłek, możliwe, że panią wypuścimy jeszcze dziś.
- Mam nadzieję, że tak będzie - uśmiechnęłam się z grzeczności, ale pobieranie krwi to było coś okropnego. Na widok tej czerwonej cieczy robi mi się słabo i nie dobrze. Obawiałam się, że zemdleję. No i oczywiście tak było. Po tym zdarzeniu nie chcieli mnie wypuścić do domu, jednak namówiłam oddziałową i Mike'a. Mój chłopak odwiózł mnie do domu, pożegnał się i pojechał do siebie. Tak własciwie to ja mu kazałam, on nie chciał, ale widziałam zmęczenie na jego twarzy, niestety przez moje zachowanie. Byłam mu wdzięczna za jego opiekę.
*WTOREK*
Poszłam do szkoły. Miałam dosyć nudzenia się w domu. Niestety w szkole musiałam wpaść na Patricka.
- Lauren, proszę... - powiedział.
- Nie Patrick, zrozum - w tej chwili przyszedł Mike.
- Coś się stało? - zapytał
- Nie, nic chodźmy - odpowiedziałam, bo widziałam jak Mike już zaciska pięści. Zaciągnęłam go na bok.
- Lauren, czego on znowu chciał?
- Mike, nic nie było.
- Lauren!
- Nic mi nie powiedział. Spokojnie. To było jakby przywitanie. Okey?
- Ale powiesz mi jak coś będzie nie tak?
- Jasne, obiecuję - pocałowałam go w policzek.
Tak było przez cały tydzień - szkoła, badania, dom - aż do piątku....
_________________________
Całkiem długi :) Może być?
pjęgny ^^
OdpowiedzUsuń