czwartek, 20 marca 2014

13. (Lauren)

*PIĄTEK*
Mike odwiózł mnie do domu. Oczywiście w drodze do domu zachciało mi się pić.
- Masz jakąś wodę? - zapytałam.
- Powinna być w schowku, sprawdź.
- Okey - otworzyłam schowek i nie znalazłam wody. Pierwsze co zobaczyłam to pudełeczko białego proszku. Wzięłam to i ręka zaczęła mi się trzęść, jakbym trzymała coś niedozwolonego. Właściwie to tzrymałam.
- Mike co to jest?
- Pokaż - wziął to do ręki.
- Już wiesz?
- Cholera, skąd ty to wyciągnęłaś? - popatrzył na moje nachodzące już łzami oczy.
- Mike...
- Lauren to nie jest moje. Przyrzekam.
- Wiesz, że ja tego nie toleruje!
- Lauren, przecież wiesz, że ja z tym już dawno skończyłem! Lauren! - idealnie po tych słowach podjechaliśmy pod dom.
- Chciałabym ci wierzyć, ale boję się. Boję się, że ktoś znowu chce mnie zniszczyć. Przepraszam. Daj mi trochę czasu Mike - wysiadłam i pobiegłam do domu. Znowu ryczałam. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha?! Pieprzone narkotyki! Do końca dnia leżałam tak na łóżku, a mój telefon cały czas przyjmował wiadomości i połączenia. Mike. Nie odbierałam. Nie chciałam. W pewnej chwili przyszło mi do głowy, że to rzeczywiście nie musiał być Mike. Przypomniały mi się słowa Patricka: ,, Będę o ciebie walczyć Lauren". Czy on mógłby to zrobić? Musiałam to sprawdzić. Jeżeli to był Patrick, byłam w stanie go zabić. Postanowiłam, że jutro wyjaśnię całą sprawę.
*SOBOTA*
Rano wstałam, ogarnęłam się i wyszłam z domu. W połowie drogi zorientowałam się, że znowu nie zjadłam śniadania. Świetnie. Idąc do Patricka zobaczyłam Mike'a. Szedł w moją stronę.
- Lauren, ja naprawdę...
- Nie teraz. Muszę to wyjaśnić. Spotkamy się później. Może - poszłam dalej. Po 5 minutach os spotkania z Mike'iem byłam na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył Patrick.
- Stęskniłaś się? - zapytał.
- To ty?
- Co ja ślicznotko? - dotknął mojej twarzy, a ja się odsunęłam.
- Czy to ty podłożyłeś narkotyki Mike'owi?
- Jeśli tak to co? Wrócisz do mnie?
- Ty idioto! Jak mogłeś?! Ty świnio! Nienawidzę cię.
- Lauren...
- Odpieprz się! - walnęłam go pięścią w twarz i poszłam. Łzy znowu zaczęły mi spływać po policzkach. Wyszłam z bloku, stawając przed Mike'm.
- Lauren?
- Przepraszam Mike. Przepraszam - zapłakana poszłam do domu. On nie szedł za mną, chyba poszedł do Patricka. Bałam się o niego. Miałam nadzieję, że będzie opanowany. Położyłam się na łóżku i wsłuchiwałam się w głuchą ciszę. Zadzwonił dzwonek. Wstałam i poszłam otworzyć. Przyszedł Mike.
- Lauren - powiedział i delikatnie mnie pocałował.
- Mike przepraszam. To rzeczywiście nie byłeś ty. Przepraszam.
- Już wszystko w porządku. Już dobrze - zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o ścianę. Na chwilę mocno zamknęłam oczy.
- Wszystko w porządku Lauren?
- Nie, nie mam siły i nic nie widzę - nie kłamałam, miałam ciemno przed oczami. Mike wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
- Zjadłaś coś dzisiaj?
- Nie.
- No to wszystko jasne. Poczekaj, zaraz coś ci przyniosę - poszedł, a ja znowu zaczęłam normalnie widzieć. Zjadłam kanapki, które mi przygotował. Było mi lepiej.
- Już dobrze?
- Tak, dziękuję.
- Musisz się prawidłowo odżywiać. Nie możesz niczego nie jeść. Chyba sama wiesz o co chodzi.
- Tak wiem.
- Jedziemy do szpitala. Wstawaj.
- Ale...
- Nie ma żadnego ,,ale". Chodź - pojechaliśmy do szpitala. Czy mówiłam już, że to okropne miejsce? Pielęgniarka kazała mi się położyć na łóżku i powiedziała:
- Zdaje sobie pani sprawę, że jest coraz gorzej, prawda?
- Niestety tak.
- Będzie pani musiała zostać dzisiaj na noc. Zrobimy kolejne badania, a potem zobaczymy. Możliwe, że zostanie pani na dłużej.
- To konieczne? - zapytałam czując, jak Mike wbija w moją twarz swój zdenerwowany już wzrok.
- Tak jeśli nie chce pani umrzeć to tak. Zaraz pani będzie anorektyczką i zamiast leczyć się póki to jeszcze jest możliwe i łatwe, pani chce od tego uciec.
- Przepraszam.
- Proszę. Niech pani się położy. Zaraz podłączymy kroplówkę - zostałam z Mike'm sama.
- Co ty najlepszego wyrabiasz? Lauren ja nie chcę cię stracić. Rozumiesz?
- Ja...ja nie umiem z tym walczyć Mike.
- 2 lata temu moja przyjaciółka zmarła. Własnie przez anoreksję. Pilnowałem jej jak ciebie. Na początku chciała się tego pozbyć, ale w końcu się poddała. Nie wiem czemu. Nie zdążyła mi powiedzieć.
- Przykro mi - odpowiedziałam,a on wyszedł. Chciałam pójść za nim, ale pielęgniarka przyszła i zaczęła podłączać mi kroplówkę. Wyszła. Zostałam sama. Przez szybę zobaczyłam dziewczynkę. Miała około 8-9 lat. Uśmiechnęłam się do niej. Ona weszła do mojej sali. Usiadła na łóżku.
- Co ci jest? - zapytała.
- Mam anoreksję.
- Ano...co?
- Anoreksję - powtórzyłam uśmiechając się.
- Aha.
- Nie wiesz co to, prawda? - upewniłam się, a ona pokiwała przecząco głową.
- Chudniesz, chudniesz, a potem umierasz.
- Ojej - odpowiedziała, a ja stwierdziłam, że chyba za ostro przedstawiłam jej tą chorobę.
- Nie bój się ty na nią nie zachorujesz. Nią się nie zaraża - chciałam ją uspokoić.

__________________________________
Tadaaaamm! Ale dłuuuugi! Nie oczekujcie szybko następnego ;)

Jakieś pytania?   http://ask.fm/opowiadania33

4 komentarze:

  1. Bardzo fajne opowiadanie. Fajnie że połączyłaś kilka różnych tematów (anoreksja, narkotyki itp) :3
    Życzę dużo wenyy. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się w z Niką. Anoreksja :3 wyglądam jakbym ją miała, ale nie mam cholera... no ale w każdym razie fajne ^^

    OdpowiedzUsuń