piątek, 21 lutego 2014

ROZDZIAŁ 4 (Emily)


Wszystko mnie bolało. Słyszałam, jak Luis krzyczał do mnie:
 -Emily! Emily! Kochanie! Proszę otwórz oczy powiedz coś !
Wtedy uświadomiłam sobie, że go bardzo kocham. Jednak nie byłam w stanie czegokolwiek zrobić. Słyszałam też, jak nadjeżdżała karetka. Przez cały czas czułam dotyk jego dłoni. Po 3 godzinach obudziłam się. Zobaczyłam rodziców, ale nigdzie nie było Luisa. Potrzebowałam go bardziej niż czegoś innego. W końcu spytałam się rodziców:
- Gdzie jest Luis ?
- Przyjedzie, obiecał, że przyjedzie. To bardzo miły chłopak.
Po tych słowach wiedziałam, że Luis spodobał się moim rodzicom. Przynajmniej to miałam z głowy.
- Chcę zostać na chwilę sama - powiedziałam
- Jak będziesz czegoś potrzebować to nas zawołaj
- Dobrze, dziękuję.
Czekałam, aż przyjdzie... Jedna minuta trwała, jak jedna godzina. Tęskniłam, a jego nadal nie było. Przyszedł za to ktoś, kogo w ogóle się nie spodziewałam - Jake.
- Cześć. Chciałem zobaczyć... - powiedział
- Wyjdź stąd ! - warknęłam
- Ale musi Cię boleć ta noga co?
- Wyjdź stąd !
Chociaż dopiero zobaczyłam, że mam nogę w gipsie.
- Wyjdź !
W tej chwili wszedł Luis.
- Wyjdź proszę. Mam Cię dość. Zraniłeś mnie. Bawisz się każdą, jaką napotkasz, Jake. Zakochałam się w tobie, a dopiero po kilku miesiącach wyszłam z domu. W tej chwili Lusi chyba zrozumiał dlaczego wtedy płakałam, gdy zapytał o depresję.
- Wyjdź stąd, jeżeli ona nie chce twojego towarzystwa to powinieneś to zrozumieć - podniósł głos Luis.
- Ojejku znalazłaś sobie nowego chłopaczka - powiedział Jake.
- Ona prosiła.
W tym momencie Luis uderzył pięścią Jake'a w brzuch.
- Luis ! - krzyknęłam  - Luis zostaw go.
Zaczęli się bić. Krzyczałam ale to nic nie dało. Dopiero wbiegł mój tato i ich rozdzielił.
- Spokojnie panowie! Jake idź już.
Nareszcie sobie poszedł.
- Tato już dobrze dziękuję i chcę zostać z Luisem.
- Po co to wszystko było Luis ?! - krzyknęłam.
- Nikt nie będzie obrażał tak pięknej i cudownej dziewczyny !
- Posłuchaj mnie Luis, on już taki jest. Nic go nie zmieni.
Chodź tu do mnie. Jestem Ci coś winna, ale najpierw lekarz oczyści ci rany. Idź.
- Ale...
-No idź - przerwałam
- Ja przecież nie ucieknę. Mam nogę w gipsie.
Po 15 minutach wrócił. Twarz oprócz ust miał zabandażowaną. Palec wybity.
- Cześć mumio - krzyknęłam
- Cześć kaleko - odpowiedział Luis
- Siadaj tu, jestem Ci coś winna. Zamknij oczy.
- Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam, a potem szepnęłam mu do ucha:
- Wyglądamy, jak para nieszczęścia, ale i tak Cię kocham.
- Ja ciebie też skarbie - uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta.
- Wyjdźmy na dwór - poprosiłam - mam dość już tego szpitala.
- Jesteś tu dopiero od 5 godzin !
- No co chcesz ? To długo !
- Oj ty, ty. Chodź ty kaleko.
- Wziął mnie na ręce i wyszliśmy na ławkę przed szpitalem.
- Teraz nie będę mogła jeździć na łyżwach - wzdychnęłam
- Jak Ci noga wyzdrowieje to będziemy jeździć, dobra ?
- Dobrze. Kocham Cię, wiesz ?
- Naprawdę ? Myślałem, że już nie - i pocałował mnie w policzek.
- Teraz nie będziemy się widywać, bo muszę leżeć. Nie przeżyję.
- Ja też ni kochanie. Ja też nie,
- Zimno mi. Chodźmy już. Ej czego ja nie mam Twojego nr telefonu ?
- Nie wiem
Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. na pożegnanie pocałował mnie i odjechaliśmy.


_________________________
Mam nadzieję, że wam się podoba ! Pytajcie : http://ask.fm/opowiadania33

2 komentarze: