czwartek, 20 lutego 2014

2. (Lauren)

Była 16:00. Gotowa do wyjścia siadłam jeszcze chwilę i wypiłam kawę. Potem ruszyłam do parku. Byłam przed czasem, ale Patrick też. Trzymał bukiet róż. Pewnie myślał, że nimi wszystko załatwi, ale nie u mnie. Wyglądał jakoś inaczej - ale w tą negatywną stronę - a może to tylko takie wrażenie?
- Cześć kochanie - powiedział - To dla ciebie.
- Cześć - odezwałam się dosyć ponuro, chociaż chyba nie chciałam, żeby  tak wyszło - Dziękuję, piękne - uśmiechnęłam się.
- Eeej. co się stało ? - zapytał.
- Ty mi lepiej powiedz - odpowiedziałam spokojnym głosem - Nie przyszedłeś na dyskotekę, choć obiecywałeś, czekałam na ciebie, jak głupia przed szkołą pół godziny, nie chcesz mi powiedzieć skąd znasz Mike'a. Co ty sobie myślisz?! - teraz krzyknęłam już nad sobą nie panowałam, takim głosem dodałam: - Przyniesiesz mi bukiet kwiatów i myślisz, że wszystko będzie dobrze, że zapomnę?
- Nie! Lauren! Uspokój się! Przepraszam no! Nie wiem, tak wyszło, cholera!
- Tak jakoś wyszło? TAK JAKOŚ WYSZŁO? O nie, mój drogi, mnie niestety nie oszukasz! Lepiej się ogarnij, bo ostatnio jesteś jakiś inny!
- Lauren do cholery jasnej! Opanuj się! Wyjaśnię to! - chwycił mnie bardzo mocno i boleśnie za rękę, a w jego oczach widziałam agresję. Bałam się. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. To nie był ten sam chłopak, którego kochałam. Wyrwałam rękę z ucisku ze łzami w oczach i rzuciłam kwiaty na chodnik.
- Taki jesteś tak? - wyszeptałam.
- Lauren, przepraszam. Nie chciałem. Przepraszam - próbował się bronić, ale ja odwróciłam się i poszłam do domu. Bałam się. Po głowie chodziło mi milion myśli.

NIEDZIELA

Cały dzień spędziłam w nauce, co było trudne, ponieważ Patrick cały czas do mnie dzwonił, a ja głupia cały czas o nim myślałam. Kochałam go. Miałam dla kogo żyć. Ale ostatnio coś z nim było nie tak. Był inny. Na dodatek się go bałam. Jeszcze nigdy tak nie był.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz